|
|
Przez kuchenne drzwi odcinek 3
Autor: J. Słuszniak, B. Kozłowska
Maciej jaki jest...
Po śmierci Matki Maciej dla Ojca (Jacek na mocy amnestii wyszedł z więzienia w Białołęce w 1984 roku) przebudował kuchnię na kuchnio-salon, wyburzając ścianę do przyległego pokoju. O! To była kuchnia marzeń! Kudy mojej w Borku do tego cuda!
W rocznicę śmierci Grażyny, wieczorem po mszy św., siedzieliśmy w tej kuchni: Maciej z Asią, Jego koledzy z dziewczynami, koleżanki ze studiów w Olsztynie, Jola Wiszowata, Ewa Swacyna. Przy kuchni królował Maciej, mieszając w garach gorące przekąski - Stroganowa, chyba też bigos, doprawiał sałatki. Reszta pełniła funkcje pośledniejsze, jako to: krojenie pieczywa, zmywanie na bieżąco brudnych naczyń, a przede wszystkim serwowanie tego wszystkiego do salonu...
Basiu, Ciebie sobie z owego, tradycyjnego później, spotkania nie przypominam..
- (B. K.) Nie, ja nie brałam udziału w tych rocznicowych spotkaniach...
W salonie za biurkiem królował Jacek i tam kłębił się tłum Jego wyznawców - KOR-owców, oraz innych ideologicznie mu bliskich ludzi, bohaterów Solidarności. Innej niż moja Solidarności. Ale nie o tym mi tu pisać, lecz o tym, że zadziwił mnie wówczas po raz pierwszy drastyczny podział pokoleniowy, zupełnie inna filozofia życiowa, inny sposób bycia, a przede wszystkim inne wzajemne relacje wśród towarzystwa "kuchennego" i "salonowego". W salonie nie dostrzegałam większego żalu po odejściu Gai, tej niezwykłej OSOBY, ani wzajemnego ciepła ludzkiej przyjaźni zebranych. Może go nigdy nie było? Jedną bowiem z cech formacji walczącej o "socjalizm z ludzką twarzą" jest jakieś wyziębienie wewnętrzne: słuszność lub niesłuszność poglądów tak angażuje emocjonalność tych ludzi, że właściwie wyczerpuje ją do dna. Śmierć Gai, już od pogrzebu zresztą, została zaliczona do zdarzeń politycznych w życiu Jacka, skokowo podnosząc jego akcje na opozycyjnej giełdzie. I temu zebrani dawali wyraz.
W środowisku "kuchni", urzędującym wyłącznie zresztą w kuchni, było inaczej.
A propos, kiedy Ty poznałaś Macieja?
-(B. K.) Jesienią 80 roku, gdy na uczelniach w całym kraju powstały komitety założycielskie późniejszego Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Maciej reprezentował Olsztyn, a ja przyjechałam do Warszawy na spotkanie jako delegat ze Śląska. Wkrótce powstał Ogólnopolski Komitet Założycielski NZS. Podczas któregoś z serii spotkań poznałam Macieja. Wiedziałam o nim trochę z Biuletynów KOR-u. Tym bardziej byłam go ciekawa - rówieśnika, zaangażowanego z całą rodziną od paru lat w działalność opozycyjną. Atmosfera na tych spotkaniach była więcej niż koleżeńska, powiedziałabym - wręcz braterska. Bywało, że w ferworze dyskusji zapominaliśmy o jedzeniu i o noclegu. Zostawaliśmy na następny dzień i wtedy Maciej, już wówczas wspaniały kompan, proponował nam nocleg u siebie. Zabierał nas do mieszkania na Mickiewicza, w którym zawsze kłębił się tłum starszych dyskutantów - działaczy "Solidarności" ściąganych przez Jego Ojca. My, studenci, spaliśmy pokotem w maleńkim pokoiku Macieja.
A co jedliście? Przecież nic nie było do jedzenia?
-(B. K.) Jedliśmy to, co proponował nam Wielki Duch tego domu, czyli Gaja. Przechodziła rankiem od pokoju do pokoju, zaglądała nam w nieprzytomne oczy i pytała - Co mogę podać na śniadanie? Wolisz jajka w szklance, sadzone, czy jajecznicę?- Pamiętam do dzisiejszego dnia jajka po wiedeńsku podane w szklance ze świeżym szczypiorkiem. Nigdy wcześniej, ani też nigdy później takich nie jadłam. Nie wiem do dziś, czy to po prostu głód jest tak dobrym kucharzem, czy atmosfera tamtych dni i tego miejsca wraz z jego mieszkańcami.
No tak. Wobec czego wracam do kuchni, w której Gaję zastępował jej syn. Były to występy gościnne, ponieważ on z własną już rodziną mieszkał na Bielanach. Tam kuchni nie dopieszczał, bo oboje z Asią traktowali to mieszkanie, własnościowe zresztą i dość obszerne, jako przejściowe, marząc o własnym domu. Wkrótce znaleźli taki dom w Izabelinie pod Warszawą - straszny "klocek" w stanie surowym, ale starczyło na jego kupno pieniędzy ze sprzedaży warszawskiego mieszkania. Niestety, na nic więcej. Maciej chwytał się różnych prac zarobkowych, żadną nie gardził, ale też żadna nie dawała takich dochodów, żeby utrzymać powiększającą się rodzinę i przerabiać "klocek" na gustowną willę z tarasem wśród drzew. Rodzina Asi wspierała młodych materialnie i moralnie, marzenie o pięknym domu pełnym dzieci i przyjaciół było także ich marzeniem. Środowisko Jacka - gardziło tak pospolitymi marzeniami - celami życiowymi. A wyraźnie już wówczas objawiający się talent kulinarny Macieja tolerowano jako hobby. No i korzystano z tego przy każdej okazji. Ja byłam po stronie Macieja, ale też go chyba nie rozumiałam, bo pamiętam, jak zagadnęłam:
- Ale dlaczego, Macieju, chwytasz się zajęć, do których nie masz serca ani zdolności? - (Maciej usiłował wówczas zarabiać na renowacji zabytkowych samochodów.) - Barek z jakimś wspólnikiem (sam nie miał kapitału) mógłbyś założyć, a potem (też nie wątpiłam, że Solidarność zwycięży) całej sieci barów, restauracji mógłbyś się dorobić? - Słówko "dorobić się" sprawiło mu przykrość, widziałam. Wychowany w klimacie wzniosłych idei, a zarazem w ubóstwie niekiedy skrajnym, renesansowy styl życia swojej rodziny doskonale się w jego osobowości komponował z instynktem społecznym, nie zaś ze zgarnianiem forsy, czy innym kapitalistycznym wyzyskiem.
Po 1989 roku, gdy odzyskaliśmy (częściowo) wolność polityczną, Maciej z rodziną doznali największej biedy.
Dlaczego tak się w tym momencie stało? Jesteś, Basiu, z jego pokolenia, napisaliście razem wspaniale dzieło KUCHNIĘ POLSKĄ, rozumiesz go chyba lepiej niż ja.
• (B. K.) Myślę, że wszyscy wpadliśmy w podobną pułapkę.Co tu dużo mówić mamy wielu znajomych i przyjaciół, którym się nie udało. Oczywiście nie można tego generalizować, w sumie bilans wychodzi na zero, ale prawda jest taka, że bardziej nadawaliśmy się do dawania przykładów odwagi niż do ekonomii. Stąd po drodze chybione pomysły na własną działalność, do tego brak pieniędzy, brak kapitału pozwalającego na pierwsze inwestycje i brak doświadczenia.Jacek też nie miał możliwości pomagania finansowo Maćkowi. Maciej musiał sobie dawać radę sam. Po drodze była renowacja starych samochodów, sklep, wreszcie praca w stołówce GW. Dopiero, gdy Jacek kandydował na prezydenta Maciej rozpoczął edukację w CIA . Po powrocie też nie było łatwo, bo zawód Szefa Kuchni nie był jeszcze popularny. Dziś najwięksi kucharze, do których Maciej też należy są gwiazdami, wtedy rentowniej było zatrudnić kucharkę ze zlikwidowanej stołówki niż absolwenta jakiejś szkoły o dziwacznie brzmiącej nazwie. Często widzowie biorący udział w jego pokazach pytają, czy on rzeczywiście potrafi gotować! Otóż, odpowiadam: TAK! Gotowanie zawsze było jego wielką pasją. Mało tego często powtarza dewizę swojego Dziadka Henryka - Gościa lepiej zabić niż nie nakarmić -. Sądzę, że wnuki Macieja mogą uznać, że jest ona jego autorstwa. Maciej znany jest ze swojej gościnności. W kuchni panuje zawsze przyjacielska atmosfera, unoszą się cudowne aromaty czosnku i ziół, w związku z czym każdy nowo przybyły gość chętnie zagląda do garnków i natychmiast pozwala się poczęstować. Maciej często wspiera różne akcje charytatywne, oczywiście pitrasząc najprzeróżniejsze przysmaki. Książka "Kuchnia Polska Kuchnia Rzeczypospolitej Wielu Narodów", przy pisaniu której współpracowałam z Maciejem jest odbiciem jego wielu pasji: uwielbienia dla sztuki kulinarnej, dla historii, dla literatury, a przede wszystkim miłości do ludzi. Pracowało nam się znakomicie, bo w końcu ja jestem z zawodu architektem- konserwatorem zabytków, więc zbieranie ciekawostek historycznych było dla mnie fantastycznym zajęciem, a praca z Przyjacielem wielką przyjemnością. Celem książki było nie tylko zamieszczenie jak największej ilości przepisów, ale przede wszystkim pokazanie różnorodności naszej kuchni, jej bogactwo kulturowe i wielka kultura polskiego stołu, o której mało wiemy i często pozwalamy traktować siebie jak zaścianek Europy, a przecież mamy ogromny dorobek kulturowy.
Tak, tak, masz rację! I wielka szkoda, że Jacek, Ojciec Macieja, tego nie chciał przyjąć do wiadomości . Za bardzo był ideologiem i politykiem. Założył nową rodzinę. Nowa pani domu nie potrzebowała rodzinnej - gościnnej kuchni salonu. Wolała, aby jej dzieci (troje dorastających dzieci) miały osobne pokoje. Kazała z powrotem wymurować ścianę. Gotowania w domu chyba w ogóle nie lubiła, bo gdy zachodziła potrzeba okazjonalnego przyjęcia, Jacek wzywał Macieja. Bywałam w tym domu raz do roku, w rocznicę śmierci Grażyny, gdy po mszy św. za jej duszę Jacek zapraszał przyjaciół. Zimny bufet, sałatki, gorące przekąski przygotowywał, ma się rozumieć, Maciej, ale nie na miejscu, lecz w swoim domu. Zwoził z Izabelina w ostatniej chwili w garach i pojemnikach; półmiski, sztućce, kokilki, kieliszki i co tam jeszcze do eleganckiego bankietu na stojąco potrzeba, na 40 - 80 osób - bagatela! Z ciasnej kuchni nie wychodził. Raz w salonie, gdy przepchałam się przez gęsty tłum otaczający biurko Jacka, żeby mu pogratulować tak dzielnego i utalentowanego syna, uprzedził mnie i tragicznym szeptem wypowiedział jedno zdanie: "Widzisz?! Mój syn zostanie kucharzem!" Nim zdołałam zareplikować, wyżsi wzrostem i polityczną rangą goście zepchnęli mnie do kąta. Ze złości zapaliłam papierosa i usłyszałam: "Tu się nie pali! Jacek jest chory! Idź z tym smrodem do kuchni!"
Tak, tak, Basiu! Rodzice bardzo kochali jedynego syna. Ale Gaja odeszła, gdy najbardziej potrzebował Jej rozumnego wsparcia, a Jacek z taką determinacją zbawiał cały świat, że wszystkie inne sprawy tego świata wydawały mu się błahe i niegodne uwagi. Kto nie podążał jego śladem, kto wydeptywał własną ścieżkę życia - traktowany był jak obcy. Miałam i mam bardzo krytyczny stosunek do Jacka, ale myślałam też i nadal myślę: czy bez Jego determinacji nie bylibyśmy pozbawieni ważnego symbolu minionego wieku? Ks. Adam Boniecki krótkie wspomnienie o Jacku zatytułował: "Jacek święty". Coś w tym jednak jest.
A wracając do Macieja, to - za dużo już nagadałyśmy. Zostawmy coś do następnego odcinka i dla innych. Ten zakończmy biesiadnym staropolskim KOCHAJMY SIĘ! Kochajmy Macieja, za jego zdrowie i pomyślność - Wiwat!
Komentarze do tego artykułu:
Ten przesmutny fakt w ogóle do mnie nie dociera, to wszystko brzmi jak jakiś wyjątkowo ponury żart. Nagle zabrakło Macieja Kuronia - człowieka, który był mi bardzo bliski poprzez swoje dzieło i pasję do gotowania. Na jego stronie internetowej znalazłam miejsce do wyrażenia siebie nie tylko poprzez gotowanie … Poznałam wielu fantastycznych ludzi, pełnych tak samo wielkiej pasji jak On. Między innymi Chefa Paula, Małgoś, itd. Myślę, że koniecznie musimy kontynuwać to co On zaczął, sławić pamięć Maćka, kultywować jego przepisy, dania które stworzył - bo dzięki nim pozostanie z nami na zawsze. Żegnaj Mistrzu...
... Łzy same płyną po policzkach i kapią na klawiaturę. Nie wstydzę się tego. Jak napisał ksiądz poeta Jan Twardowski “… śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą” … On ludzi kochał, tak go nauczyli i wychowali Rodzice. … żegnaj Przyjacielu, … opowiadaj aniołom z dawną swadą i humorem o naszych ziemskich potrawach i mieszaj teraz w niebiańskich kociołkach, dla Jacka, Gajki, Twych ukochanych Dziadków i także dla mojej córuni, którą przecież również znałeś i lubiłeś. … żegnaj Maćku, … do zobaczenia “po drugiej stronie” ...
..żegnam Ciebie ,Macieju.. Dzięki Tobie poznałam smak tradycji.Pokazałeś nam ,że każdy człowiek jest ważny,że nasze życie wtedy jest pełne,gdy z przyjaciółmi spotykamy się przy biesiadnym stole.Dziękuję za wszystko. Małgosia
"Cóż wiemy o miłości, mając dwadzieścia lat..." Otóż wiemy tyle ile czerpiemy od innych- tych którzy uczą nas jak kochać i cieszyć się miłością tych , którzy nas kochają. Dzięki Basi poznałam Ciebie Maciusiu, mając własnie wówczas 21 lat ( Basiu, dziekuję). To był, dzis wiem, przełomowy etap w moim życiu. Zaufałeś mi i mimo mojego młodego wieku i niewielkiego jeszcze wtedy doświadczenia powierzyłes mi prowadzenie Twoich kontraktów, organizowanie kalendarza, dbałość o interesy naszej firmy. Przy Tobie i Twojej cudownej Rodzinie przeszłam szkołę życia... najpiekniejszego życia jakie mozna sobie wyobrazić. Dziś wspominając każdą wspólnie spedzona chwilę nie potrafię powstrzymac łez! Byłeś, jesteś i będziesz dla mnie największym autorytetem- Ty i Joanna. Marzę o tym abym potrafiła sama stworzyc taki wspaniały dom jaki Wy oboje stworzyliście-dom pełen uczuć, szacunku i ciepła. Marzę by w przyszłości wychować moje dzieci na tak wspaniałych i kochających się ludzi jakimi dzis są Jachu, Kuba, Kacper i Gaja. Marzę by udało mi się wykorzystać w zyciu wszystkie Twoje rady i postepować tak jak Ty mnie tego uczyłeś. Dziś mogę Ci tylko podziękować za te 3 cudowne, wspólne lata pracy i bezinteresownej przyjaźni,za Twój uśmiech nawet gdy nie zawsze było wesoło, za wiedzę, o która jestem dziś bogatsza i serce, którego Ci nigdy dla mnie i nas wszystkich nie zabrakło. Obiecuję Ci Maciusiu, że zrobię wszystko co w mojej mocy abyś patrząc gdzieś zza tysiąca gwiazd był dumny nie tylko ze mnie ale ze wszystkich nas, którzy mielismy to szczęście pracować i żyć u Twojego boku! Nigdy Cię nie zapomnę... Małgoś ( Kreatura Śmietnikowa, Potwora, Słoneczko etc.)
Dziękuję Wam za ten tekst, ciągle chodzę jakby mnie ktoś trzepnął w głowę. Maciuś był naprawdę kochanym człowiekiem, nie zapomnę sytuacji kiedy to jego dzieci nas uspokajały, kazały ściszyć muzykę, nie wierzę że nie usłyszę już "Zbychu ja się muszę położyć" ani "Jachuuuuu!!!!", nie wierzę że już nie będzie ani jednego "sofcika". Oj byku krasy, co by się stało gdybyś jeszcze kilka lat z nami pobył? Dziury w niebie by nie było.dobrze, że w tym roku zdążyliśmy razem pośpiewać kolędy.
Myślałam, że tyle jeszcze wspólnej pracy przed nami...Byłeś moim Najlepszym, Największym Przyjacielem i takim pozostaniesz w mojej pamięci na resztę życia...
~Pani Łyżeczka @ 2008-01-01
W wyniku zmian personalnych ;) przyszło mi żebrać o rodzinne przepisy.Uniosłam się honorem a mąż kupił mi najwspanialszą książkę kucharską :"Kuchnia Polska Kuchnia Rzeczypospolitej Wielu Narodów" i dla nas i naszych dzieci są to już NASZE rodzinne przepisy-przepisy z dzieciństwa.Dziękuję i pozdrawiam.P.S.To już rozumiem czemu i graficznie tak mi się podoba...ja też arch.
Komentarze mogą dodawać tylko zarejestrowani i zalogowani użytkownicy.
|
|