Święta, świąteczny czas, kojarzą nam się z Mikołajem, choinką, śniegiem i prezentami… W taki to oto sposób na naszych oczach Święta Bożego Narodzenia wygrywają bój o wyższości nad świętami Wielkiej Nocy. Możemy się tylko zastanawiać dlaczego Wielkanoc, która miała w ręku tyle atutów w pewnym sensie co roku przegrywa w walce o prymat. Jest to święto centralne dla kościoła i najważniejsze w roku liturgicznym, fundamentalne z punktu widzenia dogmatów wiary (uff!). Dla nas, dla maluczkich wiąże się, z tak kochaną w Polsce mięsną wyżerką. W koło przyroda budzi się do życia, a wraz z pojawieniem się bocianów nadzieja na „becikowe”.
Wigilia, to dawne pogańskie święto, związane z końcem wegetacji na polu i w sadzie, to koniec roku w gospodarstwie, a tym samym czas rachunku sumienia i bilansu: Winien i Ma. Już wiemy co nam się urodziło i ile możemy zjeść, a ile trzeba zostawić na przyszłe siewy. Na stole musi być miejsce dla wszystkiego co dała natura i nakrycie dla tych, którzy nie przyjdą. Pozostałości wynoszone do obory i sadu by nic się nie zmarnowało, oczekiwanie na zwierzęta przemawiające ludzkim głosem, oczywiście po myśli gospodarzy, a do dziś sianko pod śnieżnobiałym obrusem, wesoła choinka, wreszcie dobry Mikołaj czekający na swoich odkrywców, to symbole Wigilii i Bożego Narodzenia.
Święta Wielkiej Nocy poprzedza czterdziestodniowy post. Kiedyś w wielu miejscach był taki zwyczaj, że od piątku do świątecznej niedzieli jedzono tylko zimne potrawy (czerstwy chleb, śledzie, ziemniaki gotowane w mundurkach). Młodzież niemiłosiernie pastwiła się nad znienawidzonym żurem i śledziem. Na koniec postu znęcała się nad pozostałą w beczce resztką śledzia. Swoją drogą trudno mi sobą wyobrazić, jak pachniały w kwietniu jesienne śledzie z beczki… Śledzie noszono przywiązane sznurkiem do kija i okładano nimi znienacka przechodzących sąsiadów. Oczywiście szczególne względy okazywano pięknym pannom i uznanym elegantkom, które oprócz urody wyróżniały się teraz niecodziennym aromatem. Resztki rybki i żuru zakopywano wśród niekłamanej radości gdzieś pod płotem. Tak oto święto żuru i śledzia było kulminacją postu, momentem zwiastującym rychłą ucztę. Motorem tych nie zawsze apetycznych działań były radość i entuzjazm, że oto już wkrótce burczące z głodu brzuchy zapełnią się wędzoną szynką, białą kiełbasa z chrzanem, chrupiącą jałowcową, ćwikłą i słodkim mazurkiem, a we krwi i w uszach zaszumi aromatyczna starka. Dla tej perspektywy chciało się żyć i znieść jeszcze tych parę dni postu. Dziś również czekamy na Wielkanoc w skupieniu od Środy Popielcowej, aż do Wielkiej Soboty. Rekolekcje, zaduma nad człowieczym losem, Wielki Post, prowadzą nas do Wielkiego Radosnego Święta – Wielkanocy, kiedy to zasiadamy przy świątecznym stole wraz z najbliższymi, żeby podczas uroczystego śniadania podzielić się święconym jajkiem, złożyć sobie życzenia i zasmakować takich samych rarytasów jak to wcześniej bywało, a więc, szynki z chrzanem, świątecznego żurku z białą kiełbasą i słodkiego mazurka…Bo tak już jest moi Kochani, że głód jest najlepszym sprzymierzeńcem kucharza, a tym samym post tworzy kulinarne święto.
Zanim jednak złożymy sobie życzenia wielkanocne zapraszam Was na moją nową stronę. Obiecuję dostarczać Wam nowych przepisów, a tym samym nowych wrażeń…
Wasz
Maciej Kuroń