Ankieta

Co Cię jesienią najlepiej rozgrzewa?
  • Herbata z sokiem malinowym
  • Grzane piwo
  • Grzane wino
  • Partnerka, Partner:-)

Logowanie

Login
Hasło

Z wizytą u Chef Paula

Autor: Maciej Kuroń

W lutym tego roku po raz pierwszy w życiu byłem na Florydzie, Mój pobyt w znacznej mierze zawdzięczam jednemu z największych przyjaciół strony - Chef Paulowi. Byłem i bardzo mi się podobało. Czułem się tam jak przysłowiowa ryba w wodzie, a często powtarzam, że jestem zodiakalną Rybą. Floryda z trzech stron otoczona jest wodą, do tego jeszcze poprzecinana kanałami, tam gdzie ich nie ma są tylko bagna i krokodyle, chciałoby się rzec: „Dalej są tylko smoki…” Tam, gdzie mieszkają gościnni i serdeczni Gospodarze - Chef Paul ze swoją drugą połową, - Tereską, panuje fantastyczny, przyjazny klimat. Nagle, w lutym przeniosłem się do letniskowego kurortu, gdzie temperatura ciągle wynosi około 25 stopni, świeci słońce, stąd dookoła powstaje mnóstwo niewielkich domów, zamieszkiwanych przez starszych ludzi, kochających bingo i grę w golfa. W pobliżu domu Chef Paula mieszka sporo hiszpańskich, włoskich i portugalskich weteranów.

 

Dla miłośników historii miejscem wyjątkowym jest St. Augustin, miasto, w którym można zwiedzić nawet XVI - wieczne zabytki, zbliżone charakterem do europejskich, śródziemnomorskich miasteczek, można zwiedzać je konno. Dla mnie wielką atrakcją St. Augustin była niezliczona ilość knajpek kubańskich i meksykańskich. Menu jest w nich bardzo bogate, ale główną oś i atrakcję kulinarną stanowią owoce morza. Zachwyciły mnie maleńkie łódeczki, motorówki, jachty i zwodzony most, który się podnosi na linach nawet z powodu jednej żaglówki. W pobliżu autostrady są spore bazary prowadzone przez Hiszpanów, Kubańczyków, Włochów i Meksykanów, którzy sprzedają własnej hodowli pomidory, ziemniaki, paprykę oraz inne warzywa i owoce.

 

Przy okazji widziałem sporo dzikich sadów, gdzie spokojnie można zerwać parę kilo grejpfrutów, cytryn i pomarańcz, nie pryskanych i bardzo aromatycznych. Paweł zrobił wspaniałą konfiturę z całych pomarańczy, a ja przerobiłem część z nich na bejcę (z dodatkiem czosnku i ziół) do steków wieprzowych. Marynowaliśmy mięso w tej bejcy przez 24 godziny, a potem wygrillowaliśmy je z Chef Paulem. Steki były absolutnym i niepodzielnym hitem wieczoru. Jeszcze dwukrotnie zdarzyło mi się przygotowywać wspólnie z Gospodarzami jakieś smakołyki, ale zrozumiałem, że to na dłuższą metę nie ma sensu po odwiedzeniu bufetu chińsko- japońskiego, gdzie za 6,99 $ człowieka czekało najpierw sushi i sashimi, potem hektary owoców morza po chińsku, tempury, zupy, sałaty itd. Wszystko kończyło się ladą z owocami i lodami. Sami więc widzicie, że człowiekowi ręce opadały, gdy stawał przed koniecznością dokonania wyboru. W każdym bądź razie mieszkańcy Florydy są wyraźnie rozpuszczeni przez miejscową gastronomię. Ba! Nawet w eleganckiej restauracji w Dayton Beach pomimo przebierania wśród najlepszych dań, nie udało nam się we czwórkę wydać 100 $ na konsumpcję. Przepraszam za tę dokładność, nie zamierzam odebrać apetytu gościom odwiedzającym warszawskie restauracje i Bóg mi świadkiem, że nie przemawia przeze mnie złośliwość tylko zachwyt. Spędziliśmy z Joanną blisko dwa tygodnie w towarzystwie Teresy i Pawła. Wróciliśmy naładowani słońcem i serdecznością naszych gospodarzy i przewodników. Ja, jak zwykle byłem w swoim żywiole, bo mogłem chłonąć wszystkimi zmysłami kulinaria niemalże z całego świata, prawie nie ruszając się z miejsca. Rzecz jasna wszystkie te wspaniałości nie byłyby tak oszałamiające, gdyby nie doprawiały ich serce i ciepło Chef Paula i Jego Tereski. Za tę gościnność chcemy teraz z Joanną podziękować. Dziękujemy za wspaniałe przyjęcie i wspaniałe wspomnienia!

 

 

Kilka uwag i przepisów...


Befsztyk Chateaubriand, został tak nazwany na cześć Francois Rene de Chateaubrianda, polityka, zwolennika Napoleona i pisarza. Chateaubriand wsławił się jednak nie tylko swoimi poglądami i powieściami, ale także romansem z żoną bankiera Recamiere oraz talentem kulinarnym. Był smakoszem i befsztyk został dla niego wymyślony przez osobistego kucharza nazwiskiem Montmirel. Befsztyk powinien być w środku różowy. Zwyczajowo podawany jest z sosem bearneńskim i ziemniakami duszonymi na maśle i posypanymi pietruszką.


Moja ulubiona polędwica à la Châteaubriand >>>

 

Tournedos >>>

Jedną z najsłynniejszych potraw świata jest Tournedos a’la Rossini . Nazwa pochodzi od nazwiska wybitnego kompozytora Gioacchino Rossiniego, autora m. in. oper: „Cyrulik sewilski” i „Wilhelma Tell”. Jego medaliony z polędwicy były podawane na grzankach z truflami (podobno Rossini preferował białe) oraz z brandy, porto i maderą. Moja propozycja jest bardziej swojska

 

 

Rodzaje steków:

 


• T – bone steak - najbardziej szlachetny z mięsa młodych bukatów, z charakterystyczną kością w kształcie litery T, zawiera zarówno kawałek rostbefu, jak i w węższej części - polędwicy
• New york – którego nazwa pochodzi stąd, że swoim kształtem przypomina stan New York. Otrzymywany jest z rostbefu
• Porterhouse – przypomina t-bone steak, ale obie części i polędwicy i rostbefu są mniej więcej tych samych rozmiarów
• Rib eye steak – z rozbratla lub szpondra bez kości
• Filet mignon – wycięty z polędwicy, można go przyrządzić również z polskiego mięsa
• Steki bardziej wytrawne, pochodzące z gorszych kawałków wołowiny: stek Sirloin podawany często po pokrojeniu w ukośne plastry jako London broil, stek ze skrzydła, z podbrzusza bukata i stek z łaty. Mięso użyte do tych steków pochodzi z gorszych fragmentów wołowiny, stąd mają one bardziej wyrazisty smak i jest twardsze.

 

 

Wołowina marynowana w czerwonym winie >>>

 


Wołowina powinna leżeć w marynacie co najmniej 6 godzin, lecz nie dłużej niż 24, gdyż staje się gąbczasta.
Czas pieczenia steków i kotletów z wołowiny zależy od ich grubości i od upodobań zamawiającego – krwisty, średnio wysmażony i wypieczony, i tak:
- steki grubości 2 cm grillujemy 14 – 18 minut
- steki grubości 3 cm 18 – 25 minut

Komentarze do tego artykułu:
@ 2008-05-08
....i ja też zazdroszczę !!! to takie ludzkie ,jak można jeszcze polegać na ludzkiej serdeczności...a nie ,tylko pogoń....zazdrość...nieżyczliwość ...i to takie smutne, ale zapominamy, że człek bliźnim naszym jest :((( z przyjemnością czyta się w tym felietonie ,że było Wam dobrze :)))
@ 2008-05-07
Macieju, ... to my Tobie i Joasi dziękujemy, że zechcieliście nas odwiedzić (szczególnie teraz, kiedy cały czas żyjemy wspomnieniami i potrzebujemy zwykłej bezinteresownej ludzkiej serdeczności)

pozdrawiamy niezmiernie serdecznie
Paweł i Terenia
@ 2008-05-06
Zazdroszczę! Na zjeździe nie byłam, ostatnio mam mało czasu, na florydzie też mnie nie było, a tu takie piękne wspomnienia. Pozdrawiam Macieja i Chef a Paula.
Komentarze mogą dodawać tylko zarejestrowani i zalogowani użytkownicy.
newsletter
mapa_strony
 
 
do góry
wstecz
© Copyright by Maciej Kuroń and EC group Sp. z o.o.
Żadna część strony nie może być w żaden sposób kopiowana lub publikowana bez pisemnej zgody EC group Sp. z o.o.
Realizacja: ideo
Powered by: cms edito