Chciałoby się rzec święta, święta i po świętach, ale tak można powiedzieć tylko w sytuacji „szybkiego zapomnienia”, a tu niestety mój żołądek mi przypomina o świętach co i rusz. Zachciało mi się kiełbas i wędzonek własnej roboty, więc już od ubiegłego wtorku spędzałem czas w gościnnym domu pod Wrocławiem u moich przyjaciół Beaty i Staszka. Cośmy się nakręcili to nasze! Dość powiedzieć, że najpierw zapomniałem mięsa (dzielnie zawróciłem i pobrałem je z rąk mojej zaniepokojonej Połowicy, która patrzyła na mnie pytająco, czy jeszcze czegoś nie zapomniałem), potem zapomniałem pod Poznaniem komórki (moje, własne, szare wyraźnie zaczęły szwankować), potem okazało się, że zapomnieliśmy o krwi, a na koniec zabrakło „flaka” do kręcenia!!!
W każdym razie około piątku wróciłem triumfalnie w domowe pielesze obwieszony pętami własnoręcznie ukręconych kiełbas oczekując fanfar i owacji na stojąco. Zamiast tego dowiedziałem się od Żony: - Wyobraź sobie Maciusiu stałam wczoraj w kolejce u naszego rzeźnika za Domaradzką i usłyszałam jak ona mówi "I poproszę cztery białe kiełbaski”. Wtedy pomyślałam, że życie może być piękne…- Rzecz jasna ta dywagacja nijak się miała do zapału z jakim krewniacy z moją Żoną na czele wcinali moje wyroby. No właśnie! Wcinali, a raczej wcinaliśmy przez kolejne dwa dni i dziś marzę o ruskich pierogach albo kawałku śledzika na kromce chleba.
Tak już jest, że post ma nas przygotować do wielkiego ucztowania, ale nie bardzo wiadomo co potem. Po pierwsze co z resztkami? A po drugie co z żołądkiem? Na pierwsze pytanie odpowiedź jest prosta. Zimą przygotowuję gar bigosu, a wiosną robię dla całej rodziny zapiekankę. Zbieram te wszystkie poobiednie ziemniaki w mundurkach, resztki mięsa i wędlin. Ziemniaki kroję w plastry, na nich układam warstwę pokrojonego mięsiwa na wierzch daję znowu ziemniaki. Wszystko razem podlewam resztkami sosów z różnych pieczeni, posypuję majerankiem, przyprawami i wstawiam do nagrzanego piekarnika na 20-30 minut. Potem podskubuję sobie resztki z brytfanki, a dookoła rozchodzi się zapach będący mieszaniną wszystkich przypraw i zapachów świątecznych. Na żołądek natomiast proponuję:
Likier miętowy lub piołunowy
Zupę pomidorowo-marchewkową mojej Żony
A tak naprawdę najlepiej jest zastosować zasadę MŻ lub NŻ !