Dlaczego my, którzy znaliśmy Macieja „na wylot” chcemy głośno o Nim mówić?
Dlaczego chcemy żeby ci którzy Go później poznali, lub znali Go tylko z Telewizji wiedzieli jakim był człowiekiem?
Przez całe nasze dorosłe życie nawiązaliśmy wiele przyjaźni, ale dlaczego ta przyjaźń była i jest dla nas najważniejsza?
Bo Maciej był niezwykły.
Był Wielki, Jego tubalny głos zawsze przytłaczał w dyskusji. Od wczesnych, młodzieńczych lat miał jasną i klarowną hierarchią wartości. Nigdy nie sprzeniewierzył się swoim przekonaniom, potrafił stanąć w obronie innych, uwięzionych i niesłusznie skazanych a gdy trzeba było stanął w obronie czci swojego ojca. Jeden z pierwszych obrazków to Maciej, który siedzi za biurkiem Jacka, wisi na telefonie do Londynu i ma przed sobą zeszyt z ostatnio uwięzionymi. I płacił cenę swego zaangażowania, zarówno wtedy gdy pobili go bandyci z AWF-u jak i wtedy gdy go szykanowano na studiach. Był charyzmatyczny, dla nas jego rówieśników, był wielki swoim autorytetem. Przerastał nas o głowę.
Ale Maciej był tez ciepły bardzo czuły. To było zaskakujące zestawienie Jego wielkości, nawet tej fizycznej, z wielką czułością. On rozdawał swoje uczucie wszystkim naokoło, czasem pewnie w sposób rozrzutny, promieniował swym ciepłem na każdą nawet przypadkowo spotkaną osobę - inwestował w miłość. A to od nas samych zależało co my z ta miłością zrobimy. Ale to działało! Jego ciepło udzielało się nam wszystkim. Kto z nas nie czuł tego ciepła kiedy wpadał w Jego wielkie ramiona i czuł Jego pocałunek na czole. Ale i to Jego ciepło jakże mi pomogło kiedy w dwóch spędzaliśmy zimne noce wysoko w górach Pirynu zawinięci tylko w tropik od namiotu. Nasze młodzieńcze rozmowy wtedy, pod rozgwieżdżonym niebem, na tematy najważniejsze, o Bogu pozostały w mej pamięci do dziś.
Maciej był silny. Tą siłę czerpał z magicznego miejsca jakim było Mickiewicza 27 m 64, i to na pewno zasługa Jacka i Gajki którzy od początku traktowali Maćka partnersko. Ale to była tez Jego praca nad sobą. Obaj z Jackiem mieli te same ulubione lektury, wzorcem do naśladowania był ten bohater powieści przygodowych dający sobie radę w ekstremalnych warunkach. Maćka testowanie siebie, sprawdzanie swojej odporności fizycznej, to było widać w naszych wyprawach, które teraz byśmy nazwali surwiwalem, czy w corocznych kąpaniu się w marcu. Ta była siła która wynikała z przekonania, że skoro się sprawdzam i daję sobie radę i jeszcze jestem w stanie zadbać o innych, to nic nie jest w stanie mnie pokonać.
I w końcu Maciej był wesoły. Przez te kilkanaście dni wraca tyle zabawnych sytuacji z Nim związanych, że nocy by nie starczyło opowiadać. Ale to nie tylko było Jego poczucie humoru. To było pozytywne i wiecznie optymistyczne podejście do życia i spojrzenie na świat w takich kategoriach że będzie dobrze. Ale to nie było myślenie, że” jakoś to będzie” Maciek, nawet w najtrudniejszych czasach zawsze wiedział, że będzie dobrze. I to działało, to było zaraźliwe.
Wesołość to była też muzyka, którą znamy do dziś i która poznaliśmy dzięki Niemu: od pieśni marcowych, które pewnie Jacek Mu śpiewał zamiast kołysanek, przez Kleyffa i Kelusa do Kryla i to często w oryginale.
„Nie fetysz granic mnie tu trzyma lecz miejsce i w tych miejscach przyjaźń”
Całkiem niedawno powiedział mi, że te dwie piosenki Kleyffa „ Źródło” i „Ogryzek” to były te, które Go skonstruowały, dzięki którym jest jaki jest.
„Podwiózł Cię już błękitny wóz ciągnięty przez błękitne konie,
na połoninach, na niebieskich patrzysz jak pośród smukłych malw
wiatr w przedwieczornej ciszy kona
trochę Ci pewnie żal..”
Ale my Cie Maćku nie żegnamy.
Bo Ty jesteś tu, w nas
I nie ma obaw..
Będziesz tutaj do końca.