Logowanie

Login
Hasło

Dar gotowania

Autor: Jan i Jakub Kuroniowie
Od lewej: Kuba, Maciej, Grażyna, Jan

Gdy 10-15 lat temu rodzice, znajomi, nauczyciele, czy Bóg wie kto jeszcze pytali się nas, kim chcemy zostać w przyszłości? Padały różne odpowiedzi. Każdy z nas marzył o jakimś zawodzie „z dreszczykiem”, o roli bohatera, bo chyba każdy nastoletni chłopak już tak ma… Strażak, piłkarz, gwiazda muzyki… To było to, co nas kręciło. A kucharz? Ha! O Nie! Taka kariera z całą pewnością się nam nie marzyła. W tamtych czasach kucharz to kojarzył się nam raczej z obskurną stołówką lub restauracją nie nazbyt wysokich lotów, a tak w ogóle jeśli mówiło się o kucharzeniu, to miało się na myśli raczej Kucharkę. Mężczyzna w kuchni? To już przekraczało naszą wyobraźnię!

 

A jednak! Los tak chciał, że po latach zostaliśmy kucharzami. Lepiej chyba pasuje tu – „zostajemy kucharzami”, bo tak naprawdę, to staramy się każdego dnia, by na to zaszczytne miano zapracować. A zaczęło się to wszystko około 15 lat temu, gdy nasz ojciec, Maciej, po wielu biznesowych eksperymentach, doszedł do wniosku, że w życiu należy robić to co się lubi i umie i pomimo osłupienia ale z pełnym wsparciem  naszego Dziadka, a Jego ojca Jacka, rozpoczął na poważnie pracę w kuchni. Kuchnia to było prawdziwe powołanie Ojca. Z dzisiejszej perspektywy jest dla nas jasne, że tak czy owak, prędzej czy później i tak by w końcu tym kucharzem został, a liczne „romantyczne”, radośnie i beztrosko rozpoczynane (i tak samo szybko kończone) kolejne „biznesy”, w sposób nieunikniony i zbliżały go do tego celu.

 

Ojciec od urodzenia uchodził za kulinarnego geniusza. Zapewne duży w tym udział naszego pradziadka Mundka - masarza, z którym Ojciec w każde wakacje przerabiał setki a może i tysiące kilogramów mięsa, robiąc kiszki, szynki, salcesony, półgęski i różne inne mięsne specjalności. To właśnie pradziadek Mundek, zaszczepił w naszym Ojcu miłość do kulinariów. Była to miłość odwzajemniona. Miłość, która nie dość, że spadła na podatny grunt, to do tego we właściwym czasie i otoczeniu. Cóż, nasz Dziadek Jacek był pod wieloma względami ideałem, wzorem do naśladowania, społecznikiem oddanym bez reszty słusznej sprawie. Ale na kuchni nie znał się on wyjątkowo. Jak wielokrotnie powtarzał, kuchnia i wykwintne dania, były dla niego stratą czasu! Ot kanapka z pomidorem, pajda kiełbasy – to był dla niego rarytas! A Babcia Gajka? Prowadząc dom otwarty, wiecznie pełny ludzi i idei, również i Ona nie mogła sobie pozwolić na luksus eksperymentowania i celebrowania kulinariów. I w to wszystko wbił się Ojciec, który z kolei niemal od urodzenia instynktownie kierował się ku kulinariom, a fakt, że właściwie wszystko, czego się dotknął wychodziło mu fantastycznie, sprawił, że w krótkim czasie cała rodzina ten stan rzeczy zaakceptowała. Ba, w końcu, z rozsądku, uznano, że przecież dobry kucharz w domu to prawdziwy skarb i zaczęto pełnymi garściami czerpać z jego talentu i umiejętności. W taki oto sposób Ojciec trwał w swoim "amatorskim" kucharzeniu wiele lat. Organizował rodzinie i znajomym wykwintne i często do dzisiaj wspominane: wesela, komunie, bale sylwestrowe, catering – chociaż nikt pewnie w tamtych czasach tak tego nie nazywał. Żył kuchnią, potrawami, smakami i aromatami, i w końcu ta iskra zapaliła lont. Ojciec przeszedł na zawodowstwo:-) Ukończył CIA, jedną z najlepszych szkół kulinarnych świata, po powrocie ze Stanów pracował i szefował kilku restauracjom, po czym przyszła propozycja z telewizji…

 

I w tym miejscu wracamy ponownie do nas. Wraz ze wzrostem popularności Taty i Jego programu, ewoluowały również nasze opinie o gotowaniu. Nagle okazało się dla nas, że kucharzenie może być ciekawe, wzbudzać aplauz, szacunek i podziw. Co więcej, nasz cały świat zaczął się z wolna wokół tego gotowania kręcić. Owszem, wcześniej ukradkiem obserwowaliśmy Ojcowską misterię: sprawianie, peklowanie, wędzenie, pieczenie, duszenie… Ale właśnie… My to tylko oglądaliśmy! Bo dotąd to Ojciec samemu realizował się w kuchni i nikogo w swoje hobby nie angażował. Od czasu rozpoczęcia programów telewizyjnych ta sytuacja nieodwracalnie się zmieniła. To jakby życie nabrało tempa. Nowe książki, otwarcie restauracji, Mistrzostwa Polski w Grillowaniu, wywiady dla poczytnych periodyków, wyjazdy… I tak w kółko Macieju:-) Kiedy w domach sąsiadów rozpoczynał się sezon grillowi, my byliśmy już mentalnie przy wigilijnym karpiu. Gdy zbliżał się z kolei czas Bożego Narodzenia, w naszym domu mówiło się o jajkach, pasztetach i wielkanocnym Baranku… A Wielkanoc? W okolicach Wielkanocy rozpoczynał się sezon grillowy! Prowadziliśmy w naszym domu życie dostosowane do rytmu i wymogów telewizji oraz redakcji pism i kącików kulinarnych, w których zawsze robiło się wszystko na kilka miesięcy do przodu, wiecznie naciskających i proszących o nowe przepisy, zdjęcia i aranżacje. To właśnie wtedy odkrywaliśmy, że gotowanie jest fajne, że gotowanie jest ważne. Zaczęliśmy pojmować słowa Ojca, że gotowanie, to najfajniejszy zawód świata, że nie ma większej frajdy od nakarmienia głodnego. Ojciec wielokrotnie powtarzał, że nakarmiony człowiek będzie Ci wdzięczny, prostą i jednocześnie niezwykłą wdzięcznością, niepowtarzalną wdzięcznością.

 

Stawialiśmy swoje pierwsze kroki w kuchni. Pamiętamy swoje pierwsze sałatki i zupy. Często wspominamy z przyjaciółmi letnie wyjazdy na mazury i niezapomnianą młodą kapustę z koperkiem, zupa szczawiowa, ze szczawiu zerwanego o świcie na skraju jeziora, karasie pieczone na kamieniach. Pamiętamy dobrze tą wdzięczność w oczach naszych przyjaciół, o której mówił Ojciec. Potem było już tylko z górki. Pomagaliśmy przy organizacji świąt, urodzin, imienin i innych rodzinnych przedsięwzięć. Coraz częściej również nasi rówieśnicy, traktując nas, cokolwiek na wyrost; jako autorytety kulinarne, prosili o przygotowanie tego czy owego na taką czy inną okazję. I w końcu Tata zaczął zabierać nas na swoje pokazy kulinarne oraz wykorzystywać jako asystentów w prowadzonych przez siebie zajęciach szkoły kreatywnego gotowania. Zjeździliśmy tak z Tatą i Mamą całą Polskę wzdłuż i w szerz. Zdarzało się, że jednego dnia odwiedzaliśmy Szczecin, a drugiego mieliśmy pokaz w Zakopanem. Z otwartymi ustami i wypiekami na twarzy słuchaliśmy opowieści Ojca o historii kulinariów i potraw, o obyczajach i tradycji. O różnicach regionalnych i kuchniach świata. Gotowaliśmy wspólnie wszystkie najważniejsze potrawy naszej planety. Chłonęliśmy łapczywie tę wiedzę, zdając sobie sprawę, że oto przytrafiła się nam najlepsza szkoła gotowania, lepsza niż mogliśmy sobie zamarzyć.

 

Niestety wszystkie nasze plany nagle i zdecydowanie przedwcześnie przerwała rodzinna tragedia. Tak bardzo chcielibyśmy jeszcze posłuchać opowieści Ojca, gdzie niegdzie o coś dopytać, w innym miejscu dodać, ale ponad wszystko posłuchać Jego głosu. Posłuchać głosu człowieka, który ukształtował nasze życie, dzięki któremu jesteśmy tacy, a nie inni.
Dzisiaj, po raz pierwszy piszemy wspólnie ten tekst, niedługo pojawi się on w Internecie, na stronie Taty. Na stronie, którą tak lubił. Dzięki tej stronie zwiększał swoją wrażliwość kulinarną, ba… dzięki niej i dla niej opanował umiejętność obsługi komputera! Na kuron.com.pl Ojciec poznał wielu fantastycznych kucharzy. Często wieczorem, przy lampce wina czytał posty na forum, z pasją odpowiadał i dziwił się, że w kuchni jest ciągle jeszcze tak wiele do odkrycia.

 

Chcemy kontynuować to dzieło, które z takim powodzeniem prowadził Tata. Chcemy spotykać się tutaj z Wami, z wszystkimi pasjonatami kuchni, gotowania i pysznego jedzenia. Chcemy przekazać Wam naszą pasję, zebrane dotąd doświadczenia, podzielić się przepisami i swoją wiedzą, ale chcemy się tutaj, dzięki obcowaniu z Wami, też wiele nauczyć! Mamy nadzieję, że przyjmiecie nas ciepło.
Obiecujemy zadbać o to nasze miejsce, by właśnie ta strona, stała się żywym, kulinarnym pomnikiem naszego Taty. On z całą pewnością chciałby, byśmy razem z Wami wszystkimi, sympatykami jego kuchni i przepisów, dalej kontynuowali i rozwijali to wszystko, co tutaj rozpoczął.
Będziemy z Wami możliwie często, czekamy na wszystkie opinie i sugestie.

 

Jan i Jakub Kuroniowie

 

 

*Jan Kuroń jest obecnie kucharzem w podwarszawskiej restauracji Oycowizna, natomiast Jakub studiuje w Poznańskiej Wyższej Szkole Hotelarstwa i Gastronomii.

Komentarze do tego artykułu:
@ 2009-06-14
przyznam, ze czekałem na taka deklaracje synów, szacunek panowie
@ 2009-06-08
Uff, nareszcie strona ożyła! :D Cieszę się bardzo, że chcecie, aby żyła i była świadectwem pracy Waszego Ojca i Waszej. Gratuluję! :D
@ 2009-06-03
Ja też cieszę się bardzo ,że strona nadal pozostanie Kuroniową...Choć ...nic nie zastąpi wspólnych "forumowań" ...z Maciejem...Jednak mniemam iż, On zaistniałą sytuację skwitowałby parafrazując J. Koftę słowami..." Czy świat się wiele zmieni...kiedy to Starych gniewnych ,zastapią Młodzi wku...?" Życzę dalszego rozwoju strony licząc że, i forum odzyska dawny urok..
Pozdrawiam Niezmiernie i Niezmiennie..
@ 2009-06-01
Nareszcie ! :-) Liczę na czynny udział i pracę nad dalszym rozwojem tej Stronki ... :-)
@ 2009-05-31
Ojciec mój inzynier budowlany - drogi i mosty marzył by każdy z nas stał się inżynierem. Dwóch z nas poszło śladem ojca i tak tato nasz miał kontynuatorów swojego inzynierskiego działa w Poznaniu i ielkopolsce. Reszta też pokończyła szkoły średnie , wyższe. a wśród nas górnicy,lekarze, pielegniarki, analitycy medyczni, ochroniarze etc. Pamiętam pewien piękny szczegół z przeszłości, kiedy ojciec wręczał dwóm moim starszym braciom , już po dyplomie, suwaki logarytmiczne (kalkulatory to był luksus). Mój ojciec tez już wiele lat nie żyje, pozostawił po sobie w Poznaniu wiele budowli (szczególnie wiadukty, mosty, przejścia podziemne) i dobrze , że pozostawił swoją marzycielską schedę w dwóch następcach z których jeden tez juz nie żyje.
Jasio i Kuba - bądźcie dumą swojego Ojca, Dziadka i Mamy, a jeżeli to co robicie jest aszą pasją to tym bardziej - świat należy do as. Gratuluję !!!!!!!!!!!!!
@ 2009-05-30
Cieszę się niezmiernie,że (jak to Paweł nazwał a ja dodałam ;)) J&J TEAM będzie z nami,Maćkowymi Przyjaciółmi.
Show must go on..a więc wszyscy podkasujemy rękawy i do roboty!!!
P.S.
Fajnie,że jesteście :)
@ 2009-05-28
Czekaliśmy cierpliwie ....i cieszy bardzo ,że się doczekaliśmy.My tu nie raz zapowiadaliśmy ,że będziemy trwać ku pamięci naszego PRZYJACIELA MACIEJA ,bo kto tu trafił i poznał Maćka i pokochał Go, tak jak i On pokochał nas , nie będzie miał sił stąd odejść ....dlatego cieszy ,że teraz młodzi zadomowią się tu ,bo wydaje mi się ,że nie ma drugiego takiego miejsca ,gdzie Maciej mógłby dalej istnieć ....chociaż wirtualnie, ale jednak tu jest z nami .A i jest tu wiele znamienitych znawców kuchni ,więc jest się od kogo uczyć ....ale ja już wiem ,że wielu z nas może się już uczyć od J&J ,jak ładnie nazwał Chef Paul młody zespół Panów Kuroniów :)
pozdrawiam serdecznie
@ 2009-05-27
Bardzo mnie cieszy, że jesteście już gotowi do pracy na tym zacnym Forum ... no to do dzieła Panowie J & J ...
Pozdrawiam serdecznie i smakowicie.
Komentarze mogą dodawać tylko zarejestrowani i zalogowani użytkownicy.
newsletter
mapa_strony
 
 
do góry
wstecz
© Copyright by Rodzina Kuroniów and EC group Sp. z o.o.
Żadna część strony nie może być w żaden sposób kopiowana lub publikowana bez pisemnej zgody EC group Sp. z o.o.
Realizacja: ideo
Powered by: cms edito