|
|
Compendium Ferculorum - Recenzja
Autor: Maciej Kuroń
Zwrócono się do mnie swego czasu z prośbą o recenzję ulubionej książki kucharskiej. Bardzo trudne i wręcz niemożliwe zadanie do wypełnienia dla takiego kucharza i sybaryty jak ja! Co miałbym wybrać, ja- smakosz, miłośnik sztuki kulinarnej we wszelkich jej przejawach? Czy do ulubionych pozycji nie należą perełki literatury pięknej „Przepiórki w płatkach róży”, Uczta Babette”, czy nawet „Postrzyżyny” Hrabala z jego zmysłowym opisem wyrobu kaszanki? A jeśli wybierać spośród współczesnych książek kucharskich, to kogo wybrać bez szkody dla pozostałych autorów? Uwielbiam gawędy Roberta Makłowicza, przepisy Marka Łebkowskiego, zamiłowanie dla regionalizmu w książkach Haliny Szymanderskiej, pasję Imbacha i dociekliwość Halbańskiego!. Kogo wybrać???
Książek kucharskich mam mnóstwo. Przy każdej okazji szperam w księgarniach i antykwariatach i wyciągam z półek kolejne perełki. Postanowiłem dla bezpieczeństwa cofnąć się w czasie... Może Anthelme Brillat-Savarin? Wybitny smakosz, który wzniósł sztukę kulinarną na wyżyny sztuk wszelakich? Za mało przepisów! Może nasze wspaniałe XIX wieczne heroiny: Lucyna Ćwierczakiewiczowa, Maria Ochorowicz- Monatowa, Wincenta Zawadzka? Z takim samozaparciem propagowały, jak na tamte czasy nowoczesną kuchnię, równocześnie z patriotycznym zacięciem kultywując polską tradycję kulinarną? A może kucharz dworski, na temat, którego zirytowany gospodarz zamieścił uwagę na stronach własnej książki kucharskiej: „Kazać kucharza Michasia szkolić, bo niemiłosiernie daje jeść”?
Wreszcie znalazłem!!! Stanisław Czerniecki!!! Kucharz wojewody Krakowskiego Aleksandra Michała Lubomirskiego. Do dzisiejszego dnia zachowała się jego książka kucharska – „Compendium Ferculorum albo zebranie potraw przez urodzonego Stanisława Czernieckiego”, wydana w Krakowie w 1683 roku. Książka dedykowana nie wiedzieć czemu wdowie po pracodawcy – Helenie Tekli Lubomirskiej. Napisana przez polskiego kucharza, służącego na polskim dworze, w czasach, gdy zapanowała moda na francuszczyznę i kto żyw sprowadzał sobie „na pałacowe podwoje” mistrza z zagranicy.
Stanisław Czerniecki był autorem paru innych książek, stanowiących kopalnię wiedzy o ówczesnej obyczajowości dworskiej: „Stół obojętny...”, „Dwór, wspaniałość, powaga i rządy (...) Stanisława Lubomirskiego”. Obyczaje dworskie panujące zresztą nie tylko na dworze jego pryncypała opisywał dodatkowo w pamiętnikach. Dla mnie, dla kucharza i z zamiłowania historyka najcenniejsze jest „Zebranie potraw”, które doczekało się wielu wydań i modyfikacji. Stanowiło biblię kucharską, na której wzorowali się późniejsi, znani autorzy książek kucharskich z przełomu XVIII i XIX wieku. Sam Czerniecki też uległ pewnej panującej wówczas manierze udziwniania potraw, stąd, czego to nie znajdziemy na stronach jego poradnika: bigos z ozorków karpiowych, kapłon całkiem we flaszy, kapłoni bigosek, karpiowy bigosek, tort ze szpiku, piskorze z jagłami i chrapy jelenie, ryba z głową smażoną, środkiem gotowanym i ogonem pieczonym. Bałbym się uraczyć moich gości niektórymi pomysłami. Całość zebrana w trzy części, każda po sto przepisów i opatrzona uwagami, sekretami kuchmistrzowskimi, przestrogami, a przede wszystkim wspaniałym wstępem z opisem kuchni, przygotowań bankietowych, spiżarni i z „instrukcyją o kuchmnistrzu”... „Kuchmistrz ma bydź ochędożony z czupryną, albo głową wyczesaną, z ogoloną głową, rękami umytymi, paznokciami oberżnionymi, opasany fartuchemn białym: trzeźwy, pokorny, cichy, smak dobrze rozumiejący albo potrzeby do potraw znający, a nade wszystko wszystkim usługujący” . Jak widać książka pod wieloma względami aktualna do dziś...
Komentarze do tego artykułu:
W takim razie polecam jeszcze moją recenzję z Hrabala. Zresztą zgadzam się jeśli chodzi o związki kuchni z literaturą i to niekoniecznie kulinarną. Otóż mam taką skazę, że często, czytając książki szukam w nich dobrych przepisów i wskazówek kulinarnych. Nie wspomnę nawet o "Przepiórkach w płatkach róży", czy o "Uczcie Babette", bo dla mnie to są książki bardzo, bardzo kulinarne... Pamiętam jak czytaliśmy z Ojcem "Ojca chrzestnego" Mario Puzo. Do dziś pamiętam przepis na spaghetti...
Temat z ubiegłego roku , ale czuję się usprawiedliwiona powrotem do niego - po prostu ja to czytam dopiero dziś . Panie Maćku ! ,,Fizjologię smaku " A.Brillat-Savarina czytam sobie do poduszki i świetnie robi mi na humor .Związki literatury z kuchnią są fantastyczne. W swoich zbiorach wiele przepisów mam sygnowanych uwagami z jakiej książki pochodzi pomysł, z cytatem go dotyczącym . I proszę sobie wyobrazić , że taki przepis robi się zaraz sentymentalny , bo przecież jak tu nie lubić czegoś co pochodzi od Szwejka lub z Wańkowicza ? Nie da się prawda ?. Wojciech Wielądko w ,, Kucharzu doskonałym " z 1789 r pisze że,,... kucharz prócz doskonałego smaku i zapachu ...powinien być do gotowania przede wszystkim dobrze usposobionym ". Czego Panu, sobie i wszystkim pasjonatom kuchni życzę .
Również lubię Czarnieckiego. Jego przepisy, to w porównaniu z dzisiejszymi czysta dowolność. np: weź kurczaka jakiego chcesz, włóż do wody, dodaj przyprawy jakie chcesz i gotuj .... No wiadomo ile:-)
Komentarze mogą dodawać tylko zarejestrowani i zalogowani użytkownicy.
|
|