|
|
Dziś kilka słów o jednej z moich ulubionych autorek książek kucharskich – Marii Ochorowicz - Monatowej. Swego czasu pisałem, że nasze dzielne kuchmistrzynie zrobiły dla propagowania polskiej sztuki kulinarnej, a tym samym dla Polski, więcej niż sprzeczający się w czasach niewoli o imponderabilia – panowie. Wśród nich z pewnością wyróżnia się pani Monatowa. Sam miałem przyjemność napisać wstęp do kolejnego wydania, - reprintu jej książki i studiując jej życie muszę stwierdzić, że rzeczywiście była kobietą, nie tylko jak na tamte czasy niezwykłą. Pochodziła ze zubożałej rodziny ziemiańskiej i jako panna Maria Helena Leszczyńska poślubiła w 1888 roku Juliana Ochorowicza, znanego wówczas lekarza i przyrodnika, z czasem trochę zdziwaczałego spirytystę. Zanim jednak doszło do ich rozstania, państwo Ochorowiczowie byli organizatorami spotkań w swoim domu w Warszawie na Nowym Świecie. Doktor – hipnotyzer prowadził w trakcie tych spotkań wykłady i uczone dysputy, a jego żona zajmowała się osobiście podejmowaniem gości. Spotkania te kończyły się przy pięknie i smakowicie zastawionym stole. Już wtedy dał się poznać kunszt kulinarny gospodyni i jej umiejętności artystyczne.
2008-02-07, Autor: Maciej Kuroń
Przed nami ostatnie dni karnawału: Tłusty Czwartek, Środa Popielcowa i znowu zacznę myśleć o kręceniu wielkanocnych kiełbas i wędzeniu szynek. W tym roku wyjątkowo szybko zleciał Karnawał. Dla mnie tym szybciej, że ostatnich kilka tygodni nie przetańczyłem, tylko przeleżałem w łóżku z zapaleniem płuc. Obiecałem dwa tygodnie temu kilka słów o bigosie i tak naprawdę jest to już ostatni moment, żeby o nim napisać, a przy okazji go zrobić i zaprosić znajomych. Ja nawet uważam, sądząc po niespodziankach jakie natura zgotowuje nam od paru lat, że zima nie powiedziała ostatniego słowa i nie wiadomo, czy jeszcze w marcu nie wybierzemy się na kulig, a wtedy warto mieć oprócz kiełbasek na ognisko, kociołek z własnoręcznie przyrządzonym bigosem. Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, co to takiego bigos myśliwski? Otóż, potocznie uważa się, że bigos myśliwski, to bigos z dziczyzny, przygotowywany w trakcie polowania. Jest nawet taki opis w „Panu Tadeuszu” – jeden z najsłynniejszych przepisów pisanych wierszem, do tego trzynastozgłoskowcem
2008-01-30, Autor: Maciej Kuroń
Swego czasu zaglądałem na Forum i popadłem w zadumę czytając wiadomości od maggie. Chef Paul, życzył Jej wyśmienitych konserw wojskowych na święta, i tak jakoś wszyscy sobie żartowali, chociaż pewnie niejeden z nas chciałby zawołać – Dość już tych konserw! Maggie wracaj szczęśliwie do domu! Dzisiejszy felieton dedykuje maggie i wszystkim przymusowym i spontanicznym pożeraczom konserw. Jak już pewnie zauważyliście od jakiegoś czasu można mnie przyłapać na nostalgicznych wspomnieniach z zamierzchłej przeszłości, czyli sprzed lat bez mała dwudziestu, trzydziestu… Okresem sprzyjającym konserwom był niewątpliwie PRL, szczególnie były one wykupywane w okresie schyłkowym PRL-u. Nic innego specjalnie nie było, a przecież jeździło się na kolonie, wczasy, obozy żeglarskie, czy po prostu z dziećmi pod namiot. Kto żyw organizował sobie cielęcinę albo inny kawałek chabaniny od „baby” i przerabiał toto na weki, czyli pichcił i upychał w słojach, żeby nie wyjść potem na dziada co popatruje ukradkiem na dobra w sklepach w Jugosławii, ale ma za mało waluty przyznanej i wykazanej w książeczce walutowe
2008-01-16, Autor: Maciej Kuroń
Byłem wtedy uczniem liceum i chemii uczyła nas…powiedzmy pani Apolonia Ł. Słynęła z dobrego wychowania i z tego, że miała żelazne zasady. Według jednej z nich, piątkę z chemii mógł mieć tylko Pan Bóg, ona – czwórkę, prymus klasowy – trójkę, a reszta – wiadomo co… Wtedy obowiązywała skala ocen od dwóch do pięciu, więc o przejściu do następnej klasy z dwójką bez poprawki nie mogło być mowy. Pamiętam, że przerabialiśmy akurat zasady i kwasy i szczerze mówiąc wiedziałem o nich niewiele więcej niż teraz, tym bardziej, że była wiosna, więc w głowie miałem raczej spotkania z Joanną, mecze piłki nożnej z kolegami i wysiadywanie z piwem pod wierzbą na Cytadeli, niż wzory reakcji chemicznych. Drugą niezłomną zasadą pani Apolonii była punktualność. Wejście po dzwonku było karane ogniem krótkich pytań grożących, delikatnie mówiąc, obniżeniem średniej. Wiadomo było od zawsze, że dzwonek w szkole to rzecz święta, miałem nawet w dzienniczku uwagę, która pamiętam rozbawiła setnie mojego Ojca: ”Maciek bije swojego kolegę po dzwonku”.
2008-01-08, Autor: Maciej Kuroń
Trzydzieści cztery kryminały i 99 przepisów, to zawartość książki „Morderstwa między nożem a widelcem” wydanej przez Wydawnictwo PROAGANDA. Coś zarówno dla miłośników kryminałów, jak i dla miłośników dobrej kuchni. Opowiadania o nieudanych próbach restauratorów, opowiadania o Gwiazdce na Karaibach i Święcie Dziękczynienia. O nieszczęśliwej miłości oraz o gorących romansach. „Zbrodnie doskonałe i wyśmienite dania? Tak, w tej książce zostały one połączone w inspirujący, wręcz – przepysznie – kryminalny- sposób”. A wszystko to dzięki duetowi autorskiemu: Andrea C. Busch i Bengt Fosshag. Jak wiadomo nóż kuchenny jest jednym z najpospolitszych narzędzi zbrodni, natomiast kuchnia jako taka na przestrzeni dziejów stanowiła miejsce, gdzie realizowano liczne zbrodnicze zamiary. Wystarczyło pomylić przyprawy albo dorzucić niewielką ilość cyjanku. Nic więc dziwnego, że co majętniejsi konsumenci zatrudniali etatowego „próbowacza”. Jeżeli nie spodobają się Wam opowiadania, to sięgnijcie do przepisów z różnych stron świata. W książce jest ich prawie sto. Wszystkie godne wypróbowania, oczywiście bez morderczych zamiarów:-)
2008-01-05, Autor: Barbara Kozłowska
Nie mam majątku na Kujawach, ani rozległego dworu, ale tak już jest, że od Nowego Roku zaczynam sezon biesiadowania i wypróbowywania w gronie przyjaciół najprzeróżniejszych nowych potraw i nalewek. Osobiście preferuję spotkania w moim domu, tym bardziej, że następują po sobie rozliczne urodziny domowników, tudzież inne okazje do wspólnej zabawy, na które z przyjemnością zwabiamy z Joanną naszych przyjaciół. Czasami jesteśmy zapraszani na najprzeróżniejsze bale i maskarady zwane dziś niewiadomo czemu imprezami. Osobiście maskarady bardziej mi odpowiadają. Ostatnio brałem udział w zabawie tematycznej pod nazwą „W pustyni i w puszczy”, podczas której byłem jednym z wielu Murzynów, wyróżniałem się jedynie wzrostem. Oprócz nas, czyli „rodowitych” mieszkańców Czarnego Lądu na zabawie dominowali biali myśliwi w korkowych kapeluszach z drewnianymi sztucerami. Pamiętam też uroczą maskaradę pod nazwą „Lekarze bez granic”
2008-01-02, Autor: Maciej Kuroń
Wiem, że moje osobiste wspomnienie będzie jednym z wielu, jakimi jesteśmy zwykle bombardowani o tej porze roku, ale ja miewam jak każdy chwile słabości i uznałem, że również zamieszczę opowieść wigilijną. Nie ma ona tej siły wyrazu co „Opowieść wigilijna” Charlesa Dickensa ze Scroogem w roli głównej, ale we mnie budzi po dziś dzień duże emocje. Mało tego, gdy spotykam się z przyjaciółmi, którzy byli bezpośrednimi uczestnikami tych wigilijnych wydarzeń zawsze prędzej, czy później ktoś zaczyna wspominać Srokówkę, a pod koniec wszyscy z wypiekami na twarzy przekrzykujemy się, machamy rękami i z każdym kolejnym, wspominanym dniem rośnie temperatura spotkania. Było to dawno, dawno temu… Byłem wtedy uczniem pierwszej, może drugiej klasy liceum.
2007-12-21, Autor: Maciej Kuroń
Wigilia to prawdziwe wyzwanie dla miłośnika tradycji i dobrej kuchni. Nie ma to jak pierogi ruskie zrobione przez Joannę, śledzie pod pierzynką i w kilku sosach przygotowane przez moją młodzież, a do tego ryby smażone, gotowane, faszerowane, podawane na zimno i gorąco. Każdy z nas ma jakąś ulubiona potrawę i pewnie sami wiecie, że smakuje ona tak naprawdę akurat w Wigilię. Robiona bez okazji w ciągu roku jest oczywiście smaczna, ale nie doprawiona ową tajemną przyprawą, która uwalnia się tylko tego szczególnego wieczoru jakim jest Wigilia. W ostatnim tygodniu przygotowań wigilijnych chciałbym dorzucić trochę przepisów na śledzie, wprawdzie po północy w Wigilię zmieni się nasze menu i następnego dnia na stół wjadą szynki i mięsiwa, ale… No właśnie, ja osobiście i tak z przyjemnością będę wygrzebywał resztki śledzików i pierogów….
2007-12-17, Autor: Maciej Kuroń
Dzień wigilijny bogaty jest w lokalne zwyczaje i przesądy posiadające magiczną moc, zazwyczaj znajdujące swój rodowód w lokalnych, przedchrześcijańskich wierzeniach. Jednym z nich był zakaz szycia, tkania, motania i przędzenia. Uważano je za czynności szczególnie lubiane przez demony wody, które mogły zjawić się wszędzie tam, gdzie zakaz złamano. Do dzisiaj przestrzega się, aby w Wigilię nie kłócić się i okazywać sobie wzajemnie życzliwość. Przetrwał też przesąd, że jeśli w wigilijny poranek pierwszym gościem w domu będzie młody chłopiec, przyniesie to szczęśliwy rok. Wszelkie zranienia oraz choroby w czasie świat odbierane są jako zapowiedź kłopotów ze zdrowiem. Myśliwi tego dnia tradycyjnie udają się na polowanie, którego pomyślny wynik zapewni opiekę na cały rok patrona łowiectwa św. Huberta. Niektórzy pozostawiają w portfelu łuski z karpia, które mają przynieść szczęście.
2007-12-10, Autor: Maciej Kuroń
Wigilia już tuż, tuż... Zapewne jak co roku każdy z nas szuka inspiracji i zastanawia się jakie dania wybrać, by ten wyjątkowy wieczór był po raz kolejny udany i jedynyn w swoim rodzaju. Postanowiłem więc podać kilka swoich propozycji. A może macie też własne?
2007-12-09, Autor: Maciej Kuroń
|
|