|
|
Kuchnia hiszpańska ukształtowana jest przez liczne kuchnie basenu Morza Śródziemnego. Znajdziemy w niej wpływy starożytnych kuchni: kartagińskiej, fenicjańskiej, greckiej i rzymskiej, jak również wpływy arabskie, czy wręcz afrykańskie. Stąd mamy w tej kuchni ryż i szafran, oliwę, bakalie, pomidory, z czasem paprykę, migdały, czosnek, cebulę i oczywiście wszechobecne w kuchniach śródziemnomorskich- wino. Najsłynniejsze kuchnie regionalne w Hiszpanii to: baskijska, galicyjska, katalońska, walencka, estremadurska i kuchnie obu Kastylii. Częstym składnikiem potraw hiszpańskich są ryby i owoce morza, króliki, a rejonach górskich jagnięcina i rośliny strączkowe. Z kolei najpopularniejszymi potrawami są tapas – przekąski, gazpacho- rodzaj chłodnika, paelle, omlet występujący pod nazwą tortilla z gotowanych ziemniaków i jaj oraz liczne dania z owoców morza i ryb.
2007-06-02, Autor: Barbara Kozłowska
Zbrodnie „kulinarne” posłużyły za kanwę wielu znanych kryminałów. Ba! Zapełniają całe tomy akt sądowych, gdyż prawda jest taka, że w odróżnieniu od powieści science fiction tzw.: kryminały przeważnie oparte są na autentycznych wydarzeniach i często nasza wyobraźnia nie jest w stanie podsunąć nam scenariuszy, jakie napisało samo życie. Rzecz jasna najczęstszym narzędziem zbrodni kulinarnej jest nóż kuchenny, ale mamy też i inne możliwości, wręcz całą ich paletę od piecyka gazowego po truciznę. Chciałbym się skupić szczególnie na truciznach wszelkiej maści, gdyż jak się okazuje w całej historii ludzkości stanowią one obok noża najbardziej skuteczny a jednocześnie wyrafinowany środek przyczyniający się do wyeliminowania zbędnego przeciwnika. Nie wspomnę tu o najbardziej spektakularnych przypadkach Sokratesa, czy Klaudiusza.
2007-05-27, Autor: Maciej Kuroń
Od grudnia ubiegłego roku nagrywam felietony dla Radia Katowice. Codziennie o 11.45 mam w tej szacownej, liczącej 80 lat instytucji audycję zatytułowaną „Biesiada z Kuroniem”, przy czym co niedzielę oprócz zwyczajowego, codziennego przepisu mam dłuższą gawędę. Staram się urozmaicać receptury kulinarne podając od czasu do czasu kilka rocznicowych faktów historycznych, czy wydarzeń w rodzaju tego dnia urodził się…Zauważyłem, że w miarę odpływania zimy z topniejącym śniegiem rośnie ilość wszelkich Dni, a to Dzień Hutnika, a to Dzień Pracownika Przemysłu Bawełnianego, Strażaka, Garncarza, Kominiarza, wreszcie Światowy Dzień bez Papierosa i Światowy Dzień Rozwoju Kulturalnego. Do tego Dni Flagi w każdym kraju, czy Prezydenta lub Niepodległości w co poniektórych krajach powodują, że można dostać istnego kręćka.
2007-05-20, Autor: Maciej Kuroń
I stało się, wykrakałem! W tym roku wyjątkowo „chłopacy Zośki” dali nam się we znaki. Czułem ich mroźny oddech nawet w Hiszpanii, ale Hiszpania z racji swojego położenia nad Morzem Śródziemnym sama się wybroni, gorzej z nami. Chłodne noce przyczyniły się do wymarznięcia całej tegorocznej populacji owoców w sadach, mało tego wymarzły okoliczne włoskie orzechy, a i w samej Puszczy Kampinoskiej można oglądać sczerniałe liście na niższych krzewach. Widziałem za to zawiązki owoców na krzaczkach jagód, no i mam nadzieję, że przynajmniej grzyby w tym roku dopiszą. Wieczory są tak chłodne, że goście odwiedzający nas na moim tarasie proszą o dodatkowe kurtki i koce do przykrycia zziębniętych członków. Nie pomaga nawet ciepło bijące od grilla i parę kropel czegoś na rozgrzewkę. W tej sytuacji trzeba chyba przekupić Zimną Zośkę, tylko czym?
2007-05-13, Autor: Maciej Kuroń
Właśnie dobiegł końca jeden z najdłuższych weekendów, jaki nam się przytrafił w ciągu ostatnich kilku lat! W odróżnieniu od moich licznych „pracujących” sobót, ten weekend był absolutnie rozleniwiony i zupełnie pozbawiony jakiejkolwiek pracy. Dane mi było spędzić cudowny tydzień w małym domku o nazwie „Marabut” nad Morzem Śródziemnym, nieopodal Barcelony. Domek z gatunku tych do wynajęcia, jeszcze nie ogrzany i nie dogrzany po zimie. Joanna, ja i nasze latorośle jako jego pierwsi mieszkańcy po kilku zimowych miesiącach mieliśmy chwile chłodu, ale widok i szum morskich fal rozbijających się dosłownie parę metrów od naszego obozowiska rekompensował wszystkie niedostatki. Poza tym w pobliżu wspaniała Barcelona, która dotąd kojarzyła mi się z założonym pod koniec XIX wieku klubem piłkarskim: FC Barcelona, a teraz nabrała innego znaczenia. Las Ramblas, Antonio Gaudi: Sagrada Familia, Casa Mila, wreszcie wspaniałe hale targowe, tapas i oryginalne gazpacho oraz paella…
2007-05-06, Autor: Maciej Kuroń
W naszym cyklu recenzji znanych i mniej znanych książek kulinarnych mieliśmy już jedną z najstarszych książek polskich „Compendium Ferculorum”. Dziś pora na coś bardziej aktualnego. Ponieważ w maju inspirowani podróżami i obserwacjami Macieja polecamy przepisy kuchni śródziemnomorskiej, kolej na pozycję opisującą te właśnie kuchnię. Celowo użyłam określenia „opisującą”, gdyż książka, którą chcę polecić jest niezwykła i wykracza poza kanon zwykłych książek kucharskich. Jest to „La nonna La cucina La vita” autorstwa Larissy Bartonasco.
2007-05-05, Autor: Barbara Kozłowska
U mnie już po inauguracji! Nie wytrzymałem napięcia i postanowiłem nie czekać na majowe święta. Już w poprzednią niedzielę, czyli 22. kwietnia wytaszczyłem pieczołowicie odczyszczone grille na taras i zaprosiłem gości. Była najbliższa rodzina i kilkoro przyjaciół „z mojej ulicy”, albo jak kto woli: „z podwórka”. Wszystko dlatego, że podczas jednego z prowadzonych przeze mnie kursów poproszono mnie o danie grillowe. Powiedziałem:- Chętnie, ale poczekajcie kochani jeszcze chwilę. Sezon grillowy zaczyna się bowiem u mnie wtedy, gdy można zrobić sałatkę z młodej kapusty.- Widziałem jak słuchaczki, tudzież słuchacze się zasępili i już zacząłbym od ustalania menu z zupą w roli głównej bohaterki, gdy z zadumy wyrwał nas głos jednej z uczestniczek: -A czemu niby nie można zrobić sałatki z młodej kapusty! A gdzie jej nie ma? W szklarniach już się zaczyna starzeć!
2007-04-30, Autor: Maciej Kuroń
Tak się składa, że następny tydzień roi się od wolnych dni, Ba! Co ja mówię, niektórzy już w najbliższy piątek rozpoczynają długi weekend! Mamy jedne z najdłuższych weekendów w Europie. Możemy się nawet poszczycić tym, że trwają one od weekendu do weekendu! Rzecz jasna wtedy mam najwięcej pracy. Zaczynam pokazy grillowania, otwieram sezony grillowania, biorę udział w konkursach na najlepsze potrawy z grilla itd., itd. Chcę Wam powiedzieć, że po tych wszystkich pokazach ledwo żyję, ale nie z powodu stania nad grillem, ale przeważnie z powodu zasiadania w składzie sędziowskim. Wyobraźcie sobie 150 ekip z grillami, które mają za zadanie przygotować najpierw danie mięsne, potem danie rybne, a na koniec jeszcze deserowe albo warzywne. Toż to jest 450 porcji do spróbowania!
2007-04-22, Autor: Maciej Kuroń
Zwrócono się do mnie swego czasu z prośbą o recenzję ulubionej książki kucharskiej. Bardzo trudne i wręcz niemożliwe zadanie do wypełnienia dla takiego kucharza i sybaryty jak ja! Co miałbym wybrać, ja- smakosz, miłośnik sztuki kulinarnej we wszelkich jej przejawach? Czy do ulubionych pozycji nie należą perełki literatury pięknej „Przepiórki w płatkach róży”, Uczta Babette”, czy nawet „Postrzyżyny” Hrabala z jego zmysłowym opisem wyrobu kaszanki? A jeśli wybierać spośród współczesnych książek kucharskich, to kogo wybrać bez szkody dla pozostałych autorów? Uwielbiam gawędy Roberta Makłowicza, przepisy Marka Łebkowskiego, zamiłowanie dla regionalizmu w książkach Haliny Szymanderskiej, pasję Imbacha i dociekliwość Halbańskiego!. Kogo wybrać???
2007-04-19, Autor: Maciej Kuroń
Chciałoby się rzec święta, święta i po świętach, ale tak można powiedzieć tylko w sytuacji „szybkiego zapomnienia”, a tu niestety mój żołądek mi przypomina o świętach co i rusz…Zachciało mi się kiełbas i wędzonek własnej roboty, więc już od ubiegłego wtorku spędzałem czas w gościnnym domu pod Wrocławiem u moich przyjaciół Beaty i Staszka. Cośmy się nakręcili to nasze! Dość powiedzieć, że najpierw zapomniałem mięsa (dzielnie zawróciłem i pobrałem je z rąk mojej zaniepokojonej Połowicy, która patrzyła na mnie pytająco, czy jeszcze czegoś nie zapomniałem), potem zapomniałem pod Poznaniem komórki (moje, własne, szare wyraźnie zaczęły szwankować), potem okazało się, że zapomnieliśmy o krwi, a na koniec zabrakło „flaka” do kręcenia!!! W każdym razie około piątku wróciłem triumfalnie w domowe pielesze obwieszony pętami własnoręcznie ukręconych kiełbas.
2007-04-10, Autor: Maciej Kuroń
|
|