Ankieta

Co Cię jesienią najlepiej rozgrzewa?
  • Herbata z sokiem malinowym
  • Grzane piwo
  • Grzane wino
  • Partnerka, Partner:-)

Logowanie

Login
Hasło

Wesele po papuasku

Autor: Biruta Markuza
Mathew pracujący w naszym ogrodzie przyszedł pewnego dnia w białej koszulce i bardzo czystych szortach. Poprosił o odłożone u nas oszczędności.

- Co będziesz robił z tymi pieniędzmi?- spytałam.

- Właśnie idę kupić sobie żonę.

- Naprawdę? I starczy ci tyle? Przecież to tylko 100 kina. ( Kina - ok. 1 $)

- Znalazłem taką za względnie rozsądną cenę.

Mathew mówił dobrze po angielsku. Długo pracował u Anglików i z lubością używał takich słów jak "rozsądnie", " względnie" albo "porównywalnie". Niestety o zwyczajach weselnych niewiele mógł powiedzieć, musiałam znaleźć innych informatorów.

W Papui Nowej Gwinei przyjęte jest wielożeństwo. Wolnych kobiet w dojrzałym wieku nie spotyka się wcale, bywają samotni mężczyźni - jeśli są biedni, ułomni, trędowaci.

Jak najwięcej żon...

Idealną sytuacją dla mężczyzny Papuasa jest posiadanie jak największej ilości żon. To daje popularność, wielu krewnych, liczne potomstwo, pozwala na utrzymanie dużego stada świń, dużej chaty i licznych ogrodów. Ale żeby mieć dużo żon, trzeba być człowiekiem bogatym. Nie ma to nic wspólnego z wydatkami na ich utrzymanie. Żona Papuasa jest wołem roboczym i instrumentem do rodzenia dzieci. Jej osobiste potrzeby są zredukowane do jedzenia i kilku kawałków kolorowego materiału w ciągu roku. Rzecz w tym, że cena żony jest stosunkowo wysoka. W latach osiemdziesiątych składały się na nią 32 muszle kina (widoczne na zdjęciu narzeczonej, pełniące rolę tradycyjnych pieniędzy) od 10 do 15 świń i od 50 do 100 kina w gotówce współczesnej. Do tego trzeba doliczyć jeszcze wydatki z okazji wesela, które odbywa się w kilku etapach, a często przeciąga się do kilku tygodni. \

Idealny model rodziny papuaskiej to 6-7 córek i 1 syn

Małżeństwa są przeważnie aranżowane przez rodziców, ale młodzi mają prawo wyboru. Wiek zamążpójścia wyznacza pierwsza menstruacja, mężczyźni zawierają małżeństwo w wieku 20-22 lat. Bogaci rodzice wydają za mąż swoje córki później, bo dłużej rozglądają się za lepszą ofertą, biedni starają się sprzedać je jak najszybciej. Idealny model rodziny papuaskiej to 6-7 córek i 1 syn, gdyż tylko on jest zobowiązany opiekować się starymi rodzicami, więcej synów to niepotrzebny balast a w perspektywie spory wydatek na kupno żony.

Po wytypowaniu odpowiedniego kandydata rodzice pytają dziewczynę, czy chce wyjść za niego. Jeżeli wyrazi zgodę, zabijają świnię na cześć przodków i część mięsa posyłają do domu przyszłych teściów. Dziewczyna smaruje całe swoje ciało świńskim tłuszczem i przyozdobiona idzie ze swoja rodziną do swego przyszłego domu. Kandydat na męża najczęściej ucieka na ten czas do buszu. Dziewczyna zdejmuje swoją główną ozdobę muszlę - kina i idzie rozejrzeć się po obejściu, a krewni chłopca uważnie oceniają jej uda i stopy (dobrze rozwinięte świadczą o pracowitości) Po uzgodnieniu opłaty dziewczyna zostaje na okres tygodnia. W tym czasie należy zgromadzić opłatę. Ustalonego dnia rodzice dziewczyny przychodzą po opłatę i teraz przyszli małżonkowie muszą się zdeklarować, czy chcą zostać mężem i żoną. Wszystkie targi ustają, jeżeli któreś powie nie.

Świnia w domu i poza nim.

Następny etap wesela to "świnia w domu". Krewni chłopca zabijają i pieką świnię dla dziewczyny i jej krewnych. Jest to uczta wyłącznie dla obu rodzin. Tę zjedzoną świnię trzeba będzie oddać jeśli dziewczyna po jakimś czasie powróci do domu rodziców lub ucieknie z nowym kochankiem.

W bogatych rodzinach odbywają się jeszcze "świnie poza domem" czyli przyjęcia dla sąsiadów i znajomych. Może być ich kilka zarówno w zagrodzie dziewczyny jak i chłopca. Menu weselne nie jest skomplikowane. Najważniejsze jest mięso, które w Papui jest wyrazem bogactwa bo jest go niewiele. Odnosi się to przede wszystkim do okolic górskich, w miejscowościach nadmorskich i w niewielu miastach są już inne wartości i obyczaje. Świnię piecze się w piecach ziemnych. Poćwiartowane kawałki zawija się w liście bananowca , dodaje trochę ziół, słodkich ziemniaków i bananów. Po upieczeniu każdy z uczestników uczty dostaje swój "pakunek", rozwinięty liść służy jako talerz. Je się rękami. Mężczyźni piją piwo (oznaka cywilizacji), kobiety słodkie napoje np. coca colę lub mleko kokosowe. Żadnych deserów ani słodyczy nie ma, prócz świeżych owoców a i to nie zawsze. Biedniejsze rodziny poprzestają na uczcie rodzinnej po której młodzi są już mężem i żoną i mogą ze sobą współżyć. Stosunki seksualne nie odbywają się w nocy, gdyż mąż nie byłby pewien czy żona nie ma miesiączki, co mogłoby na dom ściągnąć nieszczęście, a męża uczynić "zimnym". Seks uprawia się w buszu lub w ogrodzie w ciągu dnia. Określa się to mianem "pracy w celu zrobienia dziecka."

Papuaski często się śmieją

Papuaski rodzą przeciętnie 11 razy, opiekują się dziećmi, starcami i chorymi, ciężko pracują w ogrodach. Mimo to są wesołe, często się śmieją a największą radość sprawia im fakt, że mogą dzielić swój los z innymi żonami swego męża. Być jedyną żoną to dla Papuaski coś najgorszego co może ją spotkać. Oznacza biedę, niezaradność męża i brak towarzystwa do dzielenia nielicznych kobiecych przyjemności.

W mieście uniwersyteckim w którym pracowaliśmy, byliśmy zaproszeni na ślub i wesele asystenta męża z uczelni. Na wzór anglosaski kilka dni wcześniej została nam przedstawiona lista prezentów weselnych. Zdecydowaliśmy się na zegar ścienny. W wyznaczonym dniu udaliśmy się pod wskazany adres i jak należało się spodziewać byliśmy pierwszymi gośćmi. Przyszły pan młody posadził nas pod dachem werandy w głębokim cieniu, który tylko odrobinę chronił przed upałem. Na zaproszeniu widniała godzina 14-ta jako czas rozpoczęcia ceremonii. Do godziny 16-tej nic się nie działo, od czasu do czasu przychodziła jakaś miejscowa para, stawiała na obszernym stole miskę przykrytą kawałkiem materii lub firanki i siadała gdzie popadło, najczęściej na ziemi. Wyczerpani oczekiwaniem, pragnieniem i upałem chcieliśmy pod byle pretekstem już pójść do domu, aż wreszcie pojawił się pastor, a za nim panna młoda w wianku z frandżipani i białej sukience prowadzona przez starszego, miejscowego mężczyznę, pewnie ojca, ubranego w brązowy garnitur, białą koszulę i krawat. Na nogach nie miał nic, był po prostu boso. Młodzi złożyli przysięgę, ktoś wygłosił krótką mowę w pidgin i nastąpił radosny finał części oficjalnej - wręczanie prezentów i składanie życzeń. Dla nas też była to radosna chwila, bez obrażenia gospodarzy mogliśmy pójść do domu. Nie udało się skosztować, ani też zobaczyć tajemniczej zawartości licznych misek zgromadzonych na stole.

Komentarze mogą dodawać tylko zarejestrowani i zalogowani użytkownicy.
newsletter
mapa_strony
 
 
do góry
wstecz
© Copyright by Maciej Kuroń and EC group Sp. z o.o.
Żadna część strony nie może być w żaden sposób kopiowana lub publikowana bez pisemnej zgody EC group Sp. z o.o.
Realizacja: ideo
Powered by: cms edito