Logowanie

Login
Hasło

A pan Bóg jak lokaj, podaje mi Tokaj.

Autor: Zbigniew Kmieć
Autor wybiera Tokaj w winiarni Patryciusz
Jagody Aszu jeszcze na krzaku

Tak jak w tytule Tuwim tak i ja wyobrażam sobie raj. Ponieważ felieton ten dotyczy wyboru trunków na świąteczny stół w zasadzie na tym tytule można by zakończyć pisanie. Niestety dziesięciolecia straszliwej zarazy jaką zostały dotknięte polskie tradycje picia wina zmuszają nas do tłumaczenia wszystkiego jak dzieciom w przedszkolu. Ale nie wolno mi obrażać czytelników. Każdy z Was ma przecież jakieś alkoholowe świąteczne przyzwyczajenia, równie ważne jak cała reszta bożonarodzeniowej celebracji.
Dlatego zasada pierwsza i najważniejsza: TRADITION. Wybaczcie słowo w „języku lingłidż” ale ciąg skojarzeń – Boże Narodzenie, dom, Biłgoraj, Chanuka, Żydzi, Skrzypek na Dachu – jestem wobec nich bezsilny. I tutaj mamy pierwszą poważną rozbieżność w tradycjach świątecznych i zasadnicze pytanie. Czy alkohol może być obecny na wigilijnym stole? Nie będę tu przytaczał religijnych autorytetów, przecież nie o to chodzi, choć mam przeczucie, że i wśród nich zdania na ten temat są podzielone. Jakie jest moje zdanie? TRADITION. Jeśli nie pijecie aż do pasterki, nie pijcie, jeśli gdzieś między karpiem a kapustą przełykacie kieliszeczek jakiejś wódeczności, czy innego likierku pofolgujcie sobie. Jeśli do każdej wigilijnej ryby serwujecie dobre wino, niech wam będzie na zdrowie.

 


Stół wigilijny jest odpowiedzią na głęboko tkwiące w nas uczucia i sentymenty, jest pamięcią pierwszych uroczystych smaków. Najlepiej znanym smakiem zapamiętanym z wigilijnych wieczorów naszego dzieciństwa jest …opłatek. Dlatego też nie zakłócajmy go pod żadnym pozorem nawet najdoskonalszym aperitifem. Nawet gdyby jakimś cudem (a kiedyż indziej jak przy wiliji czas na cuda) znalazł nam się w domu muscat, który zrobi Angelika Arvay za kilkanaście lat kiedy osiągnie już biegłość i klasę swojego ojca jednego z tokajskich mistrzów – powstrzymajmy się.

 


Zupę przetrzymamy również bez popijania. Na stół wjeżdżają ryby. Są tacy co tłustość karpia muszą wspomóc wódeczką. Absolutna większość poda do tej ryby rieslinga, najlepiej solidnego znad Moseli. I nie popełni błędu, i będzie zachwycona po raz kolejny swoją nieomylnością i będzie się mądrzyć. A ja? A ja będę zachwycony gdy w kieliszku znajdzie się szurkebarat (dla tych którzy jeszcze do węgierskich win nie nawykli Pinot Gris) z Badacsony, koniecznie wrednie mineralny, prawie słony, lub pasujący do karpia jak Ewa do Adama kilkuletni wystały gdzieś w tokajskiej piwnicy furmint. Dla mnie największa doskonałość jaką białe wino może osiągnąć. Tylko błagam Was, nie kupujcie go w osiedlowym sklepie czy w supermarkecie. Nie wierzę w spiskową teorię dziejów, ale chyba reszta świata uparła się, by węgierskim winiarzom dokuczyć i ich upokorzyć. W polskich sklepach i nie tylko w polskich, bo również w reszcie Europy zamiast win węgierskich zobaczmy na półkach jakąś przestępczą działalność. Idźcie do dobrego sklepu winiarskiego, ale nawet wtedy zwracajcie uwagę na kilka rzeczy. Jeśli połka z winami węgierskimi jest 10 razy krótsza od którejś półki z winami z Nowego Świata – nie kupujemy. Jeśli na butelce nie doczytamy się nazwiska winiarza, lub znanej nam nazwy producenta - nie kupujemy. Jeśli na winie nie ma oznaczenia rocznika – nie kupujemy. Jeśli wino ma korek z granulatu i więcej niż dwa lata nie kupujemy. Jeśli sprzedawca nic o tym winie nie potrafi nam powiedzieć – nie kupujemy. Można też zamówić dobre węgierskie wino w Internecie na stronie któregoś z importerów. Jak tylko dogadam się z nimi co do prowizji umieszczę ich adresy na tej stronie – na razie podaje tylko http://www.portius.pl i www.101win.pl. Podaję te adresy nie dla materialnych korzyści ale dlatego, że pierwsi mają wina od Patrycjusza, Nobilisu i Mercatusa a drudzy od Szepsy’go i Arvaya. Ale to tyle przerwy na reklamę.

 


Po rybach idzie pora na coś z kapustą. W jednym domu pierogi, w drugim kapusta z grochem, w każdym razie jakieś kapuściane danie zwykle na stole wigilijnym się pojawia. Tutaj mam dla Was dwie rady jeśli lubicie próby i błędy dobierajcie w zależności od tego jak doprawiać kapustę, aromatyczne czerwone szczepy. Do mojej ciężkiej i kwaśniej poszedłby jakiś egerski Cabernet Franc, do słodszej nieco i bardziej różnorodnej Maćkowej poszedłby świetny, udelikatniony Bikaver, lub wykwintne ale solidnie wzmocnione beczką Pinot Nor, do oleistej z dużą ilością cebuli jaką jadałem w domu moich pierwszych teściów poleciłbym słodkawego Portugiesera. Nie bałbym się również beczkowych białych win. Ale jeśli nie lubicie ryzyka to już teraz wymawiam magiczne słowo Tokaj Aszu. Wierzcie mi że jego słodycz nie przeszkodzi, a słodycz nachalna występuję tylko w kiepskich Aszu. To jest właśnie wino do coraz bardziej ciężkiego żołądka. Ono ma porządkować wszechświat i dodawać uroczystości chwili. Spokojnie, z każdym daniem możecie zwiększać liczbę puttonów w butelce. Co to putton? – to węgierska nazwa koszyka pełnego dojrzałych szlachetnie spleśniałych winogronowych jagód zwanych właśnie Aszu, z każdym koszykiem dodanym do tradycyjnej 136 litrowej beczki wino szlachetnieje. Zaczynamy zatem od trójeczki (trzy koszyczki w beczce), i docieramy do szóstki. Kiedy jesteśmy przy szóstce zauważamy że gdzieś odjechały wigilijne potrawy, ktoś naczynia zaniósł do kuchni i pozmywał, na świecie nie ma wojen a my jesteśmy niemal tak wspaniali jak to wino, które mamy w kieliszku. Cóż czujemy się jak xiąże Radziwiłł zwany „Panie Kochanku” Na Tokajiessencje – nie mylić z Aszuessencjami – zwyczajnie nas nie stać, a jak stać nie mamy siły. Siedzimy więc sobie z kieliszkiem 6-puttonos Aszu, najlepiej z 2000 roku przy białym obrusie gdzieś poza czasem i przestrzenią, z kąta mruga nam choinka a zwierzęta domowe prawią nam morały.

 


Po wpływem tych azorowych mądrości nieco przytomniejemy. Patrzymy na kieliszek, i czujemy (nie, nie przesadzam) delikatny głód. Kto z was w wigilijną noc nie podjadał mięs z lodówki, kto z Was nie zaglądał do duchówki, zwanej w innych regionach szabaśnikiem, po cudne dzwoneczko ryby? Są rzeczy w naturze ludzkiej zbyt silne by z nimi walczyć. Walkę zawsze przegrywamy, buntuje się któryś z licznych i pewnie niepotrzebnych organów wewnętrznych. I tu go mamy – kieliszeczek supermocnego, aromatycznego likieru bralio, kieliszeczek orzechowej nalewki, kieliszeczek świetnie zmrożonej wódeczki (z pieprzem) przywraca nas do życia. Idziemy spać. Cicha noc. Święta noc.

 


Budzimy się w Boże Narodzenie. Jak inny to poranek od reszty roku. Reinkarnujemy się przy pomocy barszczu i wielkim głosem wrzeszczymy: „Zimne mięsa”. W każdym domu znajduję się jakiś anioł który przygotuje nam półmisek. Z wyborem wina zatrzymajmy się sekundę. Półmisek ląduje właśnie na stole. Rozglądamy się uważnie. Pierwsze wrażenie: jak dużo!!! Tutaj zdradzę wam największy sekret doboru win do potraw . Wybierajcie wino co do którego jesteście absolutnie pewni że wzbudzi wasz apetyt. Że wypijecie i zjecie wszystko. Jeśli ślinicie się na widok ozorka – burgundzik, jeśli nęci was wołowina lub cielęcinka: bordaszka, jeśli szynki Barolo. Co ciekawe każde z tych win w ulepszonej przez Madziarów wersji znajdziecie w Egerze. Jecie i pijecie z apetytem pamiętając zdanie z Rabelais’ego: „przy pomocy lewara spuszcza się wino do piwnicy, przy pomocy szynki do żołądka”.
Po południu odkorkujcie zaś najlepsze wino jakie znacie, po prostu Wasze ulubione. Nie podawajcie do niego jedzenia. Trwaj chwilo, jesteś piękna.

Komentarze do tego artykułu:
@ 2009-03-14
... dodaję drugą kroplę.
Pozdrowienia Kudłaty.
@ 2009-03-11
Gdy ostatnio byłem u Kuroniów zrobiłem, jedno zdjęcie, sfotografowałem właśnie ten pusty Mackowy fotel. I po staremu, jako że nie przestałem być Kuroniowym podczaszym nadźwigałem wina - myślę, że trafionego.
Kropla za pamięć
@ 2009-03-04
Zbychu, wiesz co? Nie zapomnę jak ten właśnie teks czytałam Maciusiowii i Asi ( Gienio był z nami i dał nam cynk, że już jest ten news na stronce) . Siedziałam wtedy na Kuroniowym fotelu w salonie- usmialiśmy sie. Gratulacje.
~Rapataplan @ 2008-12-17
Twoje zdrowie szefie
@ 2008-12-17
... no dobra Zbyszku, ... przeczytałem, narobiłeś mi smaku :) ... jadę do "lakierniczego" (sklep jeden z największych w mojej okolicy, to nic, że 25 mil odemnie, ale tylko tam mogę dostać coś z Twojej listy) ... jadę :)

pozdróweczka przedświąteczne
Komentarze mogą dodawać tylko zarejestrowani i zalogowani użytkownicy.
newsletter
mapa_strony
 
 
do góry
wstecz
© Copyright by Rodzina Kuroniów and EC group Sp. z o.o.

Catering Warszawa

Realizacja: ideo
Powered by: cms edito