|
|
Autor: Maciej Kuroń
Chciałem posłużyć się znanym powiedzeniem, a właściwie historycznym przysłowiem ilustrującym nasze związki z Węgrami, a tu masz ci los, Andrzej wykorzystał to powiedzenie w swoim felietonie. Kiedy jednak przeczytałem na Wikipedii elektryzującą wiadomość o wspólnym genetycznym znaczniku uznałem, że powtórzenie tytułu nie hańbi, wszak przysłowie znane jest od paruset lat, a wiadomością muszę się podzielić z Wami wszystkimi. Wiedziałem, że nasze związki z Węgrami są bliskie, chociaż języki zupełnie odległe, ale żeby aż tak… Otóż, jak już wspominałem w kwietniowych felietonach postanowiłem przyjrzeć się z bliska kuchniom naszych sąsiadów, a tak naprawdę wykorzystać jako pretekst moją stronę i przypomnieć sobie ulubione sąsiedzkie podwórka. Była więc Słowacja i Mala Fatra, teraz Balaton, a za chwilę Wilno i Troki. Joanna twierdzi, że ja zwiedzam inaczej i w pełni się z Nią zgadzam, żeby poznać kraj zawsze zachodzę go od kuchni. Tym razem rzuciło mnie nad Balaton. Czy pamiętacie (zwracam się do moich rówieśników i starszych Czytelników), jak jeździło się nad Balaton?
Aktualności
2008-06-05, Autor: Zbyszek Kmieć
2008-06-04, Autor: Andrzej Marat
2008-06-04, Autor: Małgorzata Weremczuk
2008-06-04, Autor: Maciej Kuroń
|
Przepis tygodnia
Temat sam mi się narzucił jako dodatek do cyklu: Kuchnia naszych sąsiadów. Na początku maja byłem nad Balatonem i jadłem różne warianty zup gulaszowych, czy gulaszu z galuszkami – małymi kluseczkami podobnymi do naszych zacierek.
|
|
|
|
|
|