Melchior Wańkowicz, pisarz, dziennikarz a przy tym człowiek bardzo lubiący dobrą kuchnię wielbił litewskie kołduny, uważał je za najlepszą potrawę na świecie. Nie był w tej opinii odosobniony, Redaktor Paryskiej Kultury Jerzy Giedroyć, Czesław Miłosz, jak i Jan Nowak Jeziorański byli tego samego zdania a zapewne i jeszcze wiele innych osób mających możliwość ich skosztowania.
Kołdun kołdunowi nierówny, jak powiadają kresowiacy, szczególnie uwrażliwieni na „prawdziwość” tej potrawy. Niestety w Polsce, poza domami prywatnymi prawdziwych kołdunów się nie uświadczy.
Wróćmy do źródeł, czyli Melchiora Wańkowicza ponieważ kołdunom poświecił kilka doskonałych opowieści – aż szkoda, że nie ma tu miejsca aby je przytoczyć - nie mniej właściwą definicję mogę podać zaczerpniętą z jego książki „Tędy i owędy”.
...Kołdun kiedy akuratny, jak jego językiem do podniebienia przyciśniesz, w sześciu miejscach na raz sok musi puskać. Koroniarze suną się widelcem jego jeść, śmiech prosto. A łyżki zabierać nie dam, na pewno rosół będzie, to jego tą samą łyżką tłuszczem obrosłą jeść trzeba – inaczej zaszkodzić może.
Tu wyjaśnienie: mięso do kołdunów nigdy nie było mielone lecz siekane tasakiem, ulepione kołduny gotowano w rosole i podawano miseczkach, z surowym (nie stopionym) masłem, rzadziej ze skwareczkami. Jedzono łyżką.
Na Litwie znano kilka rodzajów kołdunów. Najpopularniejsze to: kowieńskie, wileńskie, wołkowyskie i tyszkiewiczowskie. Różniły się przede wszystkim rodzajem nadzienia, wielkością i omastą. W naszym domu gotowano kowieńskie i na nie podaję przepis:
Kołduny kowieńskie >>
Nie samymi kołdunami Wańkowicz się żywił. Na co dzień, szczególnie w dzieciństwie i wczesnej młodości dostawał na obiad różne odmiany botwiny lub zupy szczawiowej z kawałem ugotowanego w nich mięsa, do tego surówkę z kiszonej kapusty lub kwaszone ogórki. Na kolację bywały doskonałe litewskie wędliny, często podawane ze śmietaną. Smażono też bliny i oładki. Nie była to kuchnia dietetyczna. W latach późniejszych, po licznych wędrówkach po świecie, swoje zainteresowania skierował w stronę owoców morza i ryb, chociaż nigdy nie zapomniał o kołdunach ani o litewskich wędlinach, a jego stałym elementem narzekań była nieosiągalność tych potraw w Polsce.