Wigilia do dziś budzi ogromne emocje. Szczególnie w Polsce, w naszej rodzimej tradycji jest jednym z najważniejszych dni w roku, wzruszającym i ciepłym. Nietrudno jest sobie wyobrazić jakie emocje ten dzień albo lepiej zbliżająca się noc - najdłuższa w roku budziła w naszym przodku, który spędzał ją na pustkowiu, w małej jak skorupka orzecha chatynce albo ziemiance zmagając się z mrozem i wichurą. W czasach pogańskich próbowano sobie poradzić z tym nieznanym, a zbliżającym się złem na różne sposoby. Składając ofiary, chciano zjednać sobie przeciwnika i uniknąć złej przyszłości. Czym jest dla nas Wigilia, cały ten wieczór z uroczystą kolacją zwaną w polskiej tradycji wilią, postnikiem, Godami, kutią? Samo słowo wigilia wywodzi się z łac. vigilia i oznacza czuwanie, straż. Genezy tego święta upatruje się w starorzymskich Saturnaliach, w święcie perskiego boga słońca Mitry, w rzymskim święcie Sol Invictus, a wszystko to z powodu nieludzkiego strachu przed wszechogarniającą nocą i brakiem słońca. Od IV wieku n.e. zamieniono je w obchody narodzenia Jezusa, ale tak naprawdę dopiero od XVII wieku dzień 24 grudnia stał się świętem radosnym, pełnym zadumy, a dla chrześcijan przede wszystkim świętem nadziei na wieczne zbawienie, które niósł ze sobą Zbawiciel. Od tego momentu wszelkie wcześniejsze pogańskie obyczaje związane z przystrajaniem drzew i krzew, przekazywaniem sobie upominków i przebłaganiem złych mocy nabrały innej wymowy. Gody nie były już tylko świętem z okazji zwycięstwa światła nad ciemnością, do tego symbolu doszła jeszcze pierwsza gwiazdka – jasny symbol Gwiazdy Betlejemskiej. Gody w naszej tradycji to okres obrachunku, rozliczenia całego minionego roku, śmierci starego słońca i narodzin młodego, końca poprzedniego roku i początku nowego.
U Słowian przesilenie zimowe poświęcone było także duszom zmarłych przodków. By dusze zmarłych mogły się ogrzać palono na cmentarzach ogniska i organizowano rytualne uczty (z którymi w późniejszym okresie przeniesiono się do domostw). Był to też szczególny czas na odprawianie wróżb mogących przewidzieć przebieg przyszłego roku np. pogodę i przyszłoroczne zbiory. W pewnych regionach (głównie na Śląsku) w okresie tym praktykowano zwyczaj stawiania w kącie izby ostatniego zżętego snopa żyta. Był on zazwyczaj dekorowany suszonymi owocami (najczęściej jabłkami) oraz orzechami, zaś po święcie pieczołowicie przechowywany aż do wiosny. To właśnie z nasion pochodzących z kłosów tegoż snopa należało bowiem rozpocząć przyszłoroczny siew… Rodzina gromadząc się przy stole starała się, żeby na nim znalazło się wszystko co przyniósł poprzedni rok, co urodziło się w sadzie, na polu i w ogrodzie. Nie zapominano również o zwierzętach, które tej właśnie nocy miały przemówić ludzkim głosem, wynoszono im resztki ze stołu, a to czego nie dało się zjeść zakopywano w sadzie. Pozostawiano siano pod obrusem, żeby zapewnić sobie urodzaj w przyszłym roku.
Większość zwyczajów wigilijnych do dziś stanowi taką właśnie wróżbę na Nowy Rok. Nie zapominamy także o duchach przodków stawiając na stole dodatkowe, puste nakrycie, chociaż akurat ten zwyczaj miał w Polsce jeszcze inna wymowę. W XIX wieku w wielu domach miejsce to symbolicznie było zarezerwowane dla członka rodziny przebywającego na zesłaniu na Syberii. Nadal przygotowujemy symboliczne potrawy związane tradycyjnie z Wigilią. W zależności od regionu i tradycji rodzinnych, zestaw wigilijnych potraw jest różny, ale zwyczajowo na stole powinny znaleźć się wszystkie płody ziemi, a potraw powinno być dwanaście. Każdej należy spróbować, co ma zapewnić szczęście przez cały rok. Zgodnie z polskim zwyczajem, potrawy wigilijne powinny być postne, czyli bezmięsne i bez użycia tłuszczów zwierzęcych przy ich przygotowaniu.
Dzień wigilijny bogaty jest także w lokalne zwyczaje i przesądy posiadające magiczną moc, zazwyczaj znajdujące swój rodowód w lokalnych, przedchrześcijańskich wierzeniach. Jednym z nich był zakaz szycia, tkania, motania i przędzenia. Uważano je za czynności szczególnie lubiane przez demony wody, które mogły zjawić się wszędzie tam, gdzie zakaz złamano. Do dzisiaj przestrzega się, aby w Wigilię nie kłócić się i okazywać sobie wzajemnie życzliwość. Przetrwał też przesąd, że jeśli w wigilijny poranek pierwszym gościem w domu będzie młody chłopiec, przyniesie to szczęśliwy rok. Wszelkie zranienia oraz choroby w czasie świat odbierane są jako zapowiedź kłopotów ze zdrowiem. Myśliwi tego dnia tradycyjnie udają się na polowanie, którego pomyślny wynik zapewni opiekę na cały rok patrona łowiectwa św. Huberta. Niektórzy pozostawiają w portfelu łuski z karpia, które mają przynieść szczęście.
Niezależnie od różnic regionalnych trzeba sobie powiedzieć jedno. Wigilia jest w naszej tradycji wyjątkowym, najważniejszym dniem w roku. Pokażcie mi kraj w którym jest ona tak celebrowana jak w Polsce. U nas jest to święto wyjątkowo rodzinne i wyjątkowo ciepłe, uroczyste. Każdy z nas ma w sercu i w pamięci jakieś wyjątkowe Wigilie, które pamiętamy z dzieciństwa, z czasów pierwszej miłości, pierwsze Wigilie z naszymi dziećmi i, niestety, pierwsze już bez rodziców.
Wasz coraz bardziej świątecznie zakręcony
Maciej Kuroń
PS: Dziś coś słodkiego i coś świątecznego, tym bardziej, że przypomnę za moim kalendarzem przygotowań, spokojnie można upiec drobne ciasteczka i natrzeć mięsa ziołami. Część przepisów znajdziecie w dodatku do Gazety Wyborczej „Potrawy na Wigilię i Święta, czyli jak przeżyć Święta i jeszcze mieć z tego przyjemność”. Oczywiście mojego autorstwa.
Kutia >>
Kutia jest jedną z najbardziej znanych wschodnich potraw wigilijnych. W różnych regionach Polski składa się ona z ziaren i nasion oraz miodu. Mają one zapewnić urodzaj i powodzenie w następnym roku. U pogańskich Słowian wspólne spożywanie kaszy z pęczaku z makiem i z miodem było wyrazem zgody. Do sporządzania kutii używano też jęczmienia, który uważano za boskie ziarno, miód był symbolem słodyczy, a mak spokoju i spoczynku. Nazwa wywodzi się od kucia, czyli czynności obijania jęczmienia, koniecznej dla otrzymania pęczaku. Część kutii rzucano ku niebu i wierzono, że w ten sposób zdejmowano zły urok sprowadzający nieurodzaj. Drugie wyjaśnienie nazwy mówi, że wywodzi się od greckiego kukkia i dotarła do Polski jako kucija, kucja lub kutja. Na wschodzie Polski od nazwy tej potrawy wzięła nazwę cała wieczerza wigilijna. Celowo podaję Państwu kilka przepisów na kutię, gdyż właściwie jeden przepis nie istnieje. Co dom, to obyczaj. Jedni dodają więcej bakalii, inni cukru i miodu, Jedni podają ją rzadszą inni gęściejszą. W wielu domach w Wigilię kutia musi się znaleźć na stole, tak samo jak barszcz, śledź, czy potrawy z suszonych grzybów.
Wigilijne łamańce z makiem >>
Makówki 1 >>
Makówki są ostatnią potrawą wigilijną, podawaną „na deser" i mają swój odpowiednik w innych regionach Polski w postaci klusek z makiem, łamańców, czy kutii. Najprostszy wariant, to słodkie bułki wymoczone w mleku, wymieszane z miodem i mielonym makiem.
Makówki 2 >>
Amoniaczki korniaktowskie >>
Korniaktów jest bardzo starą osadą położoną w województwie podkarpackim.
Amoniaczki pieczone w Korniaktowie sięgają tradycją do bardzo dawnych czasów. Pieczono je z okazji wszystkich świąt i uroczystości rodzinnych. Są to pierwsze domowe ciasteczka, które starszym ludziom kojarzą się z dzieciństwem. Przepis na amoniaczki przekazywano sobie z pokolenia na pokolenie.
Keks staropolski >>
Strudel z jabłkami >>
Torcik orzechowy >>
Ciasteczka cynamonowe lub imbirowe >>
Wszelkie małe ciasteczka imbirowe i cynamonowe można, a pierniczki należy upiec wcześniej, poza tym do dekoracji można zatrudnić dzieci. Wierzcie mi, że lukrowanie i ozdabianie ciasteczek będzie dla nich wielką frajdą. Ciasteczka można przechowywać w kartonowych pudełkach albo powiesić obok bombek na choince.
Kaczka duszona z czerwoną kapustą >>
Gęś po polsku >>
Polędwica w cieście francuskim >>
Comber z sarny >>
Steki z sarny >>
Polska dziczyzna po wejściu do Unii okazała się być naszym wielkim przebojem, podobnie jak polędwica wołowa i wieprzowina. Podobnie jak w przypadku baraniny i jagnięciny dobrze jest w trakcie przyrządzania dziczyzny używać składników powodujących kruszenie mięsa. Może to być czerwone wino, ocet winny, lub sok z cytryny.
Zając pieczony w śmietanie >>
Zająca najlepiej podawać tradycyjnie „w buraczkach”. Buraki gotujemy lub pieczemy w piekarniku bez obierania. Potem obieramy i ucieramy na grubej tarce do jarzyn. Następnie obieramy cebulę, kroimy ja w drobną kostkę i smażymy na maśle. Gdy cebulka się zeszkli dodajemy do niej mąkę, wlewamy jednym płynnym ruchem wywar i intensywnie mieszamy, żeby nie było grudek. Dodajemy buraczki, posiekany ząbek czosnku i przyprawy: cukier, sól, a na końcu sok z cytryny lub wino. Mieszamy. Jeżeli chcemy dodajemy jeszcze do buraczków śmietanę.
Królik śląsko- morawski >>